Z chwilą ślubu wchodziła bowiem ostatecznie do rodziny męża, której na ogół nie znała.
Po nocy poślubnej, uczcie i zakończeniu wszystkich weselnych obrzędów przedstawiano żonę (i jej orszak) teściowej, pod której władzę przechodziła od tej chwili, a potem całej rodzinie męża. Jakiś czas po tym młodą żonę prowadzono też do sali przodków, aby przedstawić nowego członka rodziny „drogim nieobecnym” – i odtąd stawała się członkiem rodziny. Następnego dnia po ślubie małżonka udawała się z pożegnalną wizytą do rodziców, których oglądała po raz ostatni w życiu, chyba że w trzymiesięcznym okresie wyszło na jaw coś, na podstawie czego można było uznać małżeństwo za niebyłe. Czymś takim mogła być stwierdzona bezpłodność małżonki lub nieuleczalna choroba. Mąż miał wtedy prawo oddalić żonę, oddalało się jednocześnie cały orszak sióstr i służebnic (a to raczej się nie kalkulowało).
Małżonkowie wybierani przez rodziców często oglądali się po raz pierwszy w dniu ślubu. Przy takim systemie zawierania małżeństw nie było miejsca na przedmałżeńską miłość.