Liczba ofiar pacyfikacji robotniczego marszu nie została ustalona w sposób niebudzący wątpliwości. Walki między manifestantami a żołnierzami trwały w mieście do wieczora, na Wyspie Wasylewskiej stanęły barykady, a niepokój panował jeszcze w przeciągu następnych dwóch dni. Gapon, który szedł na czele jednej z kolumn pochodu, wyszedł z manifestacji bez szwanku, z miejsca strzelaniny wyprowadzili go przyjaciele. Zginął natomiast robotnik Iwan Wasiljew, który razem z nim kierował Stowarzyszeniem Robotników. Według oficjalnych danych zabitych zostało 96 osób, a 333 odniosły rany, z czego dalsze 34 ostatecznie zmarły. W źródłach nieoficjalnych pisano o setkach, a nawet tysiącach zabitych (od 800 do 1000; niektóre petersburskie gazety podały liczbę 4600). Policja w tajemnicy chowała zabitych na cmentarzach Uspieńskim, Smoleńskim, Mitrofanjewskim i Prieobrażeńskim.

Skutki Winnym zajść uznano księcia Piotra Swiatopołka-Mirskiego, ministra spraw wewnętrznych. Został on zdymisjonowany i zastąpiony przez Aleksandra Bułygina. Do dymisji podał się także szef policji stołecznej Iwan Fułłon. Obwiniano także właścicieli fabryk i zakładów, którzy nie chcieli spełnić nawet najmniejszych postulatów robotniczych.