Rozwojowi herezji katarskiej w Langwedocji sprzyjał niski poziom moralny i intelektualny miejscowego duchowieństwa oraz przychylna postawa sporej części miejscowych feudałów. Ascetyzm katarskich doskonałych (elity sekty) kontrastował z trybem życia wielu księży katolickich, w tym biskupów. Władcy Tuluzy tolerowali rozwój sekty, a niektórzy członkowie rodu panującego wręcz mu sprzyjali. Miejscowe władze kościelne również przez długi czas nie podejmowały żadnych kroków zaradczych. Szczególnie, że w tamtejszym episkopacie brakowało w tym czasie wybitnych jednostek. W 1145 w Tuluzie kazania przeciwko heretykom głosił Bernard z Clairvaux, w 1165 katoliccy biskupi podjęli publiczną dysputę z heretykami na synodzie w Lombez, starając się nakłonić ich do porzucenia herezji, jednak skutki tych inicjatyw były co najwyżej doraźne. W Langwedocji nie odnotowano prób stawiania heretyków przed sądami. W przeciwieństwie do północnej i wschodniej Francji, nie dochodziło też do samosądów (takich jak w Soissons ok. 1114 czy w Vézelay w 1167), co świadczy, że także niższe warstwy przychylnie odnosiły się do katarów, zwanych tam też albigensami od ich głównego ośrodka w AlbiBarber, s. 38-63, 94-101; Lambert (1998), s. 60-81; Lambert (2002), s. 89-99, 124-129, 155-181; Costen, s. 77 i nast.; Wakefield, s. 65-85; Kras, s. 94-98;