Tymczasem w Tel Awiwie lewicowa partia Achdut ha-Awoda rozpoczęła swoją własną paradę z okazji Święta Pracy. Odbywała się ona za oficjalnym urzędowym zezwoleniem. Gdy oba pochody spotkały się, doszło do starć między ich uczestnikami.

Policja próbowała rozproszyć komunistycznych demonstrantów, a pomoc policjantom udzieliła ludność muzułmańska i chrześcijańska. Arabowie byli uzbrojeni w kamienie, noże, kije i metalowe rurki. Ich ilość oraz organizacja wskazują, że zamieszki były wcześniej przygotowane. W mieście znajdowali się między innymi uzbrojeni Arabowie z Nablusu, którzy oczekiwali na rozpoczęcie starć. Natychmiast przyłączyli się do policjantów ścigających żydowskich demonstrantów. Starcia bardzo szybko wymknęły się spod kontroli i rozprzestrzeniły na południową część miasta. Dziesiątki świadków opowiadało później, że Arabowie uzbrojeni w pałki, noże i niektórzy w pistolety, napadali na żydowskich przechodniów i wdzierali się do żydowskich mieszkań oraz sklepów położonych na rynku dzielnicy Menaszijja. Żydzi byli bici i mordowani, kobiety okradane, w kilkunastu przypadkach doszło do śmiertelnego pobicia dzieci.