Ponieważ żaden ze wskaźników pokładowych nie wskazywał nic niepokojącego, piloci kontynuowali start i o 8:29 maszyna oderwała się od ziemi.
W niespełna półtorej minuty później włączył się pierwszy z alarmów – posłuszeństwa odmówiła instalacja hermetyzacji kadłuba. Załoga zgłosiła do wieży przerwanie wznoszenia i ustabilizowanie maszyny na pułapie 2000 stóp (600 metrów) celem zbadania sytuacji; wtedy włączył się kolejny alarm, informujący o niedziałających spojlerach. Wkrótce potem pojawił się następny komunikat, mówiący o problemach z podwoziem. Załoga zgłosiła chęć powrotu na lotnisko; wtedy inżynier zawiadomił Davidge'a, że zaczyna spadać ciśnienie płynu w przewodach hydraulicznych, umożliwiających kierowanie samolotem.
W tym czasie w kabinie pasażerskiej pojawiły się pierwsze oznaki zagrożenia – nieprzyjemny, gryzący zapach. Gdy personel pokładowy zaczął badać sytuację, zauważono, że podłoga w tylnej części kabiny zaczęła się rozgrzewać.