Imię i nazwisko opowiadającego brzmiało Iwan Siewierjanycz Flagin. Jego ojciec był chłopem pańszczyźnianym, pochodził z guberni orłowskiej i pełnił u swoich państwa obowiązki stangreta. Sam wychowywał syna, gdyż jego żona zmarła przy porodzie. Chłopiec od najmłodszych lat uczył się opieki nad końmi i powożenia. W wieku jedenastu lat został forysiem. Pewnego dnia w takim właśnie charakterze udawał się razem z ojcem i ich właścicielem, hrabią, z pielgrzymką do monasteru. Przed klasztorem chłopiec zauważył na mijającym ich wozie śpiącego człowieka. Dla żartu zdzielił go batem, w rezultacie czego mężczyzna spadł z wozu, zaplątał się w lejce i zginął na miejscu. W nocy zmarły, mnich, ukazuje się we śnie Flaginowi, stwierdzając, że jego matka, nie mogąc doczekać się urodzenia syna, będąc w ciąży w modlitwie ofiarowała spodziewane dziecko na służbę Bogu. Mnich oznajmia, że dopóki Flagin nie zostanie mnichem, spełniając obietnicę matki, wielokrotnie będzie znajdował się w dramatycznych, grożących śmiercią sytuacjach, nigdy jednak nie straci życia. Ten jednak nie wierzy w usłyszane słowa. W jakiś czas później chłopiec ponownie jedzie z ojcem i państwem na pielgrzymkę do relikwii św.