Mimo wątpliwości Prokopa (szukał on bowiem pracownika młodego) Kosiba został przyjęty, gdy udowodnił, iż mimo podeszłego wieku posiada wciąż ogromną siłę fizyczną. Zaprzyjaźnił się z rodziną Prokopa i jego pracownikami. Od jednego z nich – parobka Witalisa – dowiedział się, że po wsi krąży plotka, iż Prokopa prześladuje gniew Boży za to, iż odebrał ziemię swojemu bratu, a ten ponoć mu dzieci przeklął. Przejawem Bożej kary miały być następujące zjawiska: śmierć dwóch synów (jeden utonął w rzece, drugi zginął na froncie I wojny światowej zostawiając po sobie wdowę), kalectwo młodszego syna Wasyla (spadł z drabiny i połamał sobie obie nogi) oraz nieudane małżeństwo córki (jej mąż zmarł, a ona sama urodziła chorą na padaczkę córeczkę). Wilczur odwiedził Wasyla w jego pokoju i zobaczywszy połamane nogi chłopaka poczuł w sobie instynkt chirurga. Wiedział, że nogi po wypadku zostały źle złożone. Należy je znowu połamać i poskładać prawidłowo. Postanowił przeprowadzić operację i namówił Prokopa, by wyraził na nią zgodę. Mimo braku fachowych narzędzi chirurgicznych przeprowadził skutecznie operację i Wasyl odzyskał władzę w nogach. Prokop z radości chciał wręczyć Rafałowi całą czapkę złotych monet, ale Wilczur odmówił. Mielnik więc zaproponował mu co innego – by nie był już Kosibą tylko pracownikiem młyna, ale członkiem ich rodziny.