Wilczur na to przystał i założył sobie małą szopkę ze swoim drobnym „majątkiem”. Od czasu operacji Wasyla do Wilczura przychodzili ludzie ciężko chorzy lub ranni. Wilczur został znachorem, leczył ich, przeprowadzał operację. Nie zawsze mu się udawało, ale kiedy tylko zdołał, pomagał. Nie brał za to pieniędzy, choć niekiedy zgadzał się na to, by wręczano mu drobne „prezenty” w postaci jajek, mleka czy warzyw. Działalność znachora doprowadziła do wściekłości wiejskiego lekarza Pawlickiego, który odwiedził Kosibę i zagroził mu wsadzeniem go do więzienia za nielegalne leczenie. Wilczur nie przejął się jednak groźbami. Zdobył sławę w całej wsi i powszechny szacunek. Musiał też znosić komiczne zaloty Zoni, wdowy po synu Prokopa.

W Radoliszkach Kosiba spędził cały rok. W międzyczasie wiele się wydarzyło w jego życiu. Pewnego dnia odwiedził miejscowy sklepik i spotkał tam młodą dziewczynę o imieniu Marysia. Dziewczyna wydawała mu się niezwykle do kogoś podobna. Od tego czasu bardzo często odwiedzał sklep, zaprzyjaźnił się z dziewczyną, która nazywała go pieszczotliwie „stryjkiem” i zwierzała mu się ze swoich problemów. Któregoś wieczora do młyna przywieziono na wozie rannych Marysię i jej ukochanego, młodego dziedzica Leszka Czyńskiego. Oboje jechali na motocyklu i rozbili się.