W nocy z 3 na 4 listopada 1943 r. do obozu przyjechali esesmani i policjanci z Lublina, Kraśnika oraz Puław, którzy podwójnym kordonem otoczyli obóz. Pierwszy kordon, przylegający do obozu, był bardzo gęsty. Esesmani byli uzbrojeni w karabiny maszynowe. Drugi kordon znajdował się w promieniu 1–2 km od obozu.

Poranny apel odbył się jak co dzień. Potem wszystkich Żydów wpędzono do otoczonych baraków. O godzinie 7 rano 50-osobowe grupy więźniów zaczęto wyprowadzać na zewnątrz. Wszystkie kosztowności i rzeczy osobiste należało zostawić w przygotowanych walizkach. Następnie więźniowie musieli przebiec przez szpaler esesmanów i rozbierać się. Pozostawione mienie było od razu sortowane. Kilkunastu wybranych Żydów odnosiło je do magazynów.

Grupy nagich ludzi pędzono na przemian do jednego lub drugiego rowu, gdzie kazano im się kłaść. Nad rowami stali esesmani z bronią maszynową. Tutaj również zainstalowano aparaturę nagłaśniającą. Następne grupy kładły się na ciałach zamordowanych wcześniej. Kilkuset Żydów zabarykadowało się w baraku, który został następnie podpalony przez esesmanów.