Wielojęzyczność wierszy podkreśla historyczną wielojęzyczność miejsca, o którym książka traktuje, ale także, jak zauważa w swej recenzji Krystyna Rodowska wprowadza wymiar sakralny, wymiar obrzędu, mszy odprawianej w nie zawsze zrozumiałym języku. „Engelking - pisze - odprawił swoistą mszę za duszę miasta-świata, miasta-siebie. Liturgia »innych języków« wzięła pod ochronę jego tajemnicę”. Z kolei Leszek Szaruga uważa, iż owa wielojęzyczność „sytuuje bohatera tych utworów poza doraźnym tu i teraz, czyni zeń obcego”, a zarazem „odsyła do jakiegoś »języka języków« czy też – jeszcze inaczej – do języka prywatnego, na skroś własnego, często kreowanego w dziecięcych zabawach”. Małgorzata Pieczara zaś zwraca uwagę na pokrewieństwo końcówek wierszy w językach obcych z wielojęzyczny mi napisami pod eksponatami w muzeach. Wreszcie Piotr W. Lorkowski widzi w nich przede wszystkim element gry z czytelnikiem, któremu tekst utworu zadaje zagadki.

Kompozycję tomu nazwać można również kolistą, gdyż pierwszy i ostatni wiersz mają ten sam tytuł (identyczny z tytułem tomu) i jako jedyne podają datę i miejsce (szkocki zamek Hawthornden) powstania.