Ze względu na przepisy odnośnie do misji specjalnych, nie odnotowano opóźnienia powrotu okrętu, a rozbitkowie musieli czekać do chwili, aż zostali dostrzeżeni przez załogę samolotu Lockheed Ventura podczas rutynowego lotu patrolowego. Większość rozbitków padła ofiarą żerujących w tym rejonie rekinówPotwierdzają to, pozostali przy życiu marynarze, wypowiadający się m.in. na końcu filmu Ostatnia misja USS Indianapolis., pozostali ponieśli śmierć w wyniku ran odniesionych na pokładzie krążownika, odwodnienia, wyczerpania bądź z powodu picia wody morskiej. W rezultacie przeżyło jedynie 316 członków załogi „Indianapolis”.

Ocean był raczej spokojny, ale widoczność niezbyt dobra. „Indianapolis” płynął z prędkością 15,7 węzłów (29 km/godz.). Mimo że okręt nie dotarł w zapowiadanym czasie do Leyte, nikt nie zgłosił opóźnienia. To przeoczenie odnotowano później w oficjalnym raporcie jako „związane z niezrozumieniem systemu informowania o ruchu statków i okrętów”. Dopiero o godz. 10.25 dnia 2 sierpnia dostrzeżono rozbitków z pokładu samolotu, który zrzucił tratwę ratunkową z nadajnikiem radiowym i wezwał na ratunek wszystkie jednostki znajdujące się w pobliżu.