Lekarze starożytni – Hipokrates, Galen i Areteusz z Kapadocji – umieli zdiagnozować chorobę z miłości i uważali, że najlepszym lekarstwem na miłość była ona sama, dlatego nie podejmowali prób jej leczenia, przytaczając przypadek Antiocha I i Stratonike z 294 roku przed naszą erą. Zauważyli także podobieństwo pomiędzy stanem, w jaki popadali nieszczęśliwie zakochani a melancholią.
Opis symptomów choroby z miłości przekazał także Paweł z Eginy.
W czasach średniowiecznych choroba miłosna była uważana za przypadłość mężczyzn. Było to spowodowane głównie tym, że traktaty medyczne powstawały w zaciszu zakonów, gdzie choroba była oceniana negatywnie. Ostatecznie uznano, że choroba z miłości stanowi rodzaj miłości dworskiej – czystej i uszlachetniającej, a kobieta była adorowana przez rycerskiego mężczyznę, nawet wtedy gdy odrzuciła jego uwielbienie.
W epoce renesansu chorobę z miłości ponownie zaczęto przypisywać kobietom. Chorobę miłosną uznano za karygodną dolegliwość cielesną, seksualną, a nie psychiczną. W traktatach medycznych kobiety przedstawiono jako istoty bardziej impulsywne od mężczyzn i niewystarczająco racjonalne, aby oprzeć się uczuciu pożądania.