do redakcji kilku łotewskich gazet przyszło anonimowe pismo, którego autor dowodził, że – przebywając w połowie stycznia w podróży handlowej w Polsce – w jednym z hoteli warszawskich podsłuchał rozmowę prowadzoną między dwoma polskimi oficerami i cywilem. Wynikało z niej, że ludzie tego cywila będą strzelać jako pierwsi, więc „ruscy” nie zdążą nawet chwycić swojej broni. Oficer powiedział, że w żadnym przypadku nie można ich zostawić żywymi, jeśli zostaną ranni. Cywilem miał być kierownik wagonu Brize. Policji wykryła, że autorem anonimu był mieszkaniec miasta Rūjiena Arnolds Ozols, ale jego dalsze losy są nieznane. Z kolei 8 marca tego roku do łotewskiego konsula w Wolnym Mieście Gdańsku zgłosili się wysłannicy Wiaczasłaua Razumowicza ps. „Chmara”, przewodniczącego Związku Strzelców Białoruskich i atamana oddziałów partyzanckich Białoruskiej Partii Chłopskiej "Zielony Dąb" Wiaczasłaua Adamowicza ps. „Dziarhacz”. Oznajmili oni, że napaść na sowieckich kurierów dyplomatycznych zorganizował polski wywiad wojskowy, czyli II Oddział Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W tym celu Ekspozytura nr 1 w Wilnie wysłała do miasteczka Łużyki por. Lange, gdzie ten wraz z por. Hercogiem przekazał braciom Gawriłowiczom instrukcje, pieniądze i broń. Wynagrodzenie za napaść wyniosło 200 dolarów.