Żołnierze niemieccy, którzy odnaleźli zbiegów, najpierw ich skatowali, a potem odwieźli do obozu.
W obozie uciekinierów czekała jeszcze kara chłosty, którą wymierzono im w postaci 25 razów „bykowcem” na specjalnym urządzeniu do bicia, tzw. koźle. Zgodnie z ceremoniałem obozowym stali obaj z zawieszonymi na szyi tablicami z napisem: „Hurra! Ich bin wieder da!” – „Hurra! Jestem tu z powrotem!”. Obok narzędzia chłosty znajdowała się szubienica. Po zakończeniu opisanego ceremoniału obozowego, z jakim zwykle przyjmowano schwytanych uciekinierów, obydwu skatowanych więźniów umieszczono w celi nr 11, w podziemiach „Bloku Śmierci”. Mieścił się tam areszt obozowy, w którym przebywali do połowy sierpnia 1944 r. Pobyt w bunkrze przeżył tylko dzięki temu, że organizacja obozowa dostarczała im wody i chleba. W sierpniu 1944 r. wywieziono ich karnym transportem z Oświęcimia do Buchenwaldu, skąd po kilku dniach trafili do Dory-Nordhausen. W tym obozie więźniowie ginęli w wykutych w skale tunelach, pracując w morderczych warunkach przy produkcji nowej, „cudownej” broni III Rzeszy – V-1, V-2. Sowieccy jeńcy wojenni montowali stateczniki do latających bomb. „Mira” miał kontrolować precyzję ich wykonania. Wkrótce razem zaczęli uprawiać sabotaż, wiedząc, że dzięki temu pociski te nie wejdą już na ustalony kurs i nie polecą na Londyn.