według późniejszej relacji z postępowania sądowego zarówno samochód, jak i śmigłowiec spłonęły.

Pierwsze informacje przekazywane przez centrum prasowe ćwiczeń wskazywały jako prawdopodobną przyczynę silny podmuch wiatru. Tego samego dnia rzecznik ministra obrony narodowej płk Eugeniusz Mleczak informował jednak, że bezpośrednią przyczyną zdarzenia było zahaczenie śmigłowca o samochód terenowy. Po wypadku szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Czesław Piątas rozkazał przerwać ćwiczenia.

Na pokładzie śmigłowca znajdowało się ośmiu żołnierzy. Dwóch z nich zginęło na miejscu. Trzecia ofiara, żołnierz znajdujący się w samochodzie, o który zahaczył śmigłowiec, zmarła po przewiezieniu do szpitala. Sześć innych osób zostało rannych.

Postępowanie wyjaśniające i sądowe Okoliczności wypadku badały Garnizonowa Prokuratura Wojskowa w Koszalinie, Żandarmeria Wojskowa oraz specjalna komisja do spraw wypadków lotniczych. Komisja Badania Wypadków Lotniczych Ministerstwa Obrony Narodowej ustaliła, że śmigłowiec był sprawny, a pilot, lecąc na małej wysokości z dużymi przechyleniami, popełnił błąd w ocenie odległości maszyny od stojącego pojazdu wojskowego.