Tymczasem wiele objawów lżejszego zatrucia gazem musztardowym można było zredukować, stosując kąpiele i zmianę odzieży.

Nim minął dzień pierwsze objawy zatrucia (ślepota, oparzenia chemiczne) wystąpiły u 628 pacjentów i członków personelu medycznego. Sprawy zaczęły się komplikować wraz z przybywaniem do szpitali setek cywilnych mieszkańców miasta, którzy zostali porażeni oparami gazu musztardowego, który dostał się do atmosfery po wybuchu części ładunku statku. Kryzys medyczny narastał, wciąż nie było bowiem wiadomo, co powoduje objawy, a dowództwo amerykańskie starało się utrzymać obecność środków chemicznych w tajemnicy przed Niemcami. Niemal wszyscy członkowie John Harvey zginęli, więc nikt nie mógł wyjaśnić pochodzenia „czosnkowego” zapachu odnotowanego przez służby medyczne.

Powiadomiony o dziwnych symptomach zastępca naczelnego chirurga US Army Fred Blesse poprosił o przybycie podpułkownika Stewarta F. Alexandra, eksperta w dziedzinie broni chemicznych. Alexander bez trudu wskazał Johna Harveya jako źródło toksyn i potwierdził, że jest to gaz musztardowy z amerykańskich bomb typu M47A1. Do końca miesiąca 83 spośród 628 hospitalizowanych wojskowych zmarło.