Tichik odwiedza pracownię Nazariusza i z oburzeniem patrzy na malowane przez niego twarze członków wspólnoty. Jego zdaniem odpychające podobizny nie skłonią nikogo do uwierzenia w Boga, podczas gdy sztuka powinna do niego zbliżać. Zabiera Nazariuszowi portret Iwsuły. Ją samą czyni osobistą służącą, chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że częste przebywanie z nią doprowadzi go w końcu do złamania ślubu czystości. Do tego też w końcu dochodzi. Tichik obiecuje dziewczynie, że ogłosi ją "doskonałą", jedną z tych, którzy osiągnęli najwyższy stopień cnót chrześcijańskich. Szybko przekonuje się, że Iwsuła nigdy go nie kochała, a jedynie miała nadzieję na tytuł "doskonałej", od pierwszego dnia dręczą go wyrzuty sumienia.
Tymczasem Bykogłowy zdobył ogromny szacunek dzięki bogactwu, jakie zapewniał gminie organizowany przez niego rabunek. Tichik ma nadzieję, że dobrobyt, który gmina może zdobyć po wykarczowaniu lasu i obsianiu pól, skłoni bogomiłów do powrotu do bogobojnego życia. Dzieje się inaczej: w zamożnej społeczności surowa moralność popada w zapomnienie, nikt nie dąży już do zbawienia duszy. Również znaczenie Bykogłowego nie spadło, mężczyzna nadal zajmuje się grabieżą, a dowodzoną przez niego grupę rabusiów bogomili podziwiają.