Do rozbicia oddziału jednak nie doszło bowiem otrzymał on niespodziewaną pomoc ze strony kwaterującego w pobliskim lesie oddziału Batalionów Chłopskich. Dowodzący oddziałem Henryk Grabala słysząc odgłosy toczącej się walki podążył z oddziałem do Skorzowa. Bechowcy zajęli stanowiska w obrębie budynków majątku Skorzów. Była to pozycja górująca nad pobliską drogą i zapewniająca bardzo dobre pole ostrzału. Po wejściu do walki oddziału BCh, sytuacja została opanowana. W czasie narady dowódcy partyzanccy ustalili, że nawet połączone siły partyzanckie są zbyt szczupłe do prowadzenia równorzędnej walki i podjęli decyzję o wycofaniu oddziałów. Po walce dowódca oddziału Henryk Grabala za odwagę i zachowanie zimnej krwi w wykonywaniu rozkazów wyróżnił kilku swoich żołnierzy między innymi dowódcę plutonu Szczepana Korubę oraz Władysława Koźbiała i Jana Stawiarskiego.

Straty partyzantów były niewielkie, jeden zabity i jeden kontuzjowany. Kontuzji doznał Jan Jop, dowódca oddziału AK po ugodzeniu kamieniem w biodro. Straty niemieckie to czterech zabitych i kilkunastu rannych. Nie są to jednak dane dokładne bowiem zabitych i rannych wycofujący się oddział Wehrmachtu zabrał ze sobą.