Istotny był fakt, że działania dywersyjne na Kresach Wschodnich, organizowane i prowadzone przez radziecki wywiad wojskowy (Razwiedupr), były ściśle tajne. Nie wiedziały o nich ani OGPU, ani dowództwo wojsk pogranicznych Armii Czerwonej. Dywersanci w liczbie około 40 pieszych i 3 konnych odpowiedzieli ogniem, a następnie zaatakowali budynek strażnicy, którego broniło 16 żołnierzy. W rezultacie ranny w nogę został dowódca posterunku Dikkerman. Wśród dywersantów był z kolei 1 zabity, którego zastrzelił zastępca dowódcy posterunku Bachlin. Poległy został zabrany przez swoich towarzyszy. Ostrzelany i obrzucony granatami budynek strażnicy został całkowicie zniszczony. Oddział dywersantów wycofał się w głąb terytorium radzieckiego.
Informacje o ataku, poprzez Charków, od razu dotarły do Moskwy. Władze ZSRR początkowo doszły do wniosku, że nastąpił akt agresji wojskowej ze strony Polski. Jednakże podjęte działania wyjaśniające incydent doprowadziły do ujawnienia tajnych akcji Razwiedupra. 8 stycznia odbyło się nadzwyczajne zebranie Biura Politycznego Rosyjskiej Partii Komunistycznej (bolszewików), w którym uczestniczył między innymi narkom spraw zagranicznych Gieorgij Cziczerin, jego zastępca Maksim Litwinow i zastępca przewodniczącego OGPU Wiaczesław Mienżynski.