W ramach jednostki działała wewnętrzna żandarmeria, nazywana Burg-Gendarmen, która dysponowała aresztem (Dirlewanger-Sarg) – w formie skrzyni utrzymującej więźnia w pozycji stojącej. Drobniejsze przewinienia karano chłostą – do stu uderzeń kijem. Inną karą było odesłanie z powrotem do obozu koncentracyjnego. W czasie tłumienia powstania warszawskiego zastępca Dirlewangera, Kurt Weiße, zainicjował też praktykę strzelania do własnych żołnierzy, którzy wycofywali się z pola walki.
Paradoksalnie mimo tych surowych środków dyscyplina wśród członków jednostki była niska. Dirlewangerowcy, nie wyłączając samego dowódcy i jego najbliższego otoczenia, notorycznie nadużywali alkoholu, wszczynali burdy, dokonywali malwersacji, kradzieży i wymuszeń, a także dopuszczali się zbiorowych gwałtów na kobietach i innych aktów przemocy. Pomimo poinformowania pionu sądowego SS o dopuszczaniu się przez Dirlewangera „samowolnych” zabójstw, rabunków i gwałtów na Żydówkach, co uznawano w III Rzeszy za zhańbienie rasy (Rassenschande), pozostał on bezkarny.