Polscy oficerowie zakładali, iż atak nastąpi tuż po północy, a więc jeszcze przed wschodem księżyca. Pozycje wyjściowe do ataku zajęto jednak dopiero około godz. 3:00, stąd bliski pełni księżyc dobrze oświetlał teren przyszłej walki. Kwaterujący we wsi ronowcy byli jednak pogrążeni we śnie, milczały również wysunięte placówki. Na sygnał zielonej rakiety polscy ułani rozpoczęli gwałtowny atak, uderzając jednocześnie na wszystkie zajęte przez ronowców gospodarstwa. Kompletnie zaskoczony nieprzyjaciel nie był w stanie stawić zorganizowanego oporu. Ronowcy w panice wybiegali z budynków wprost pod polskie kule. W tych warunkach starcie trwało zaledwie pół godziny. Na sygnał białej rakiety dany przez „Dąbrowę”, polscy żołnierze opuścili płonącą wieś, zabierając ze sobą jeńców oraz zdobyczną broń. Ułani, znosząc po drodze ostatnie nieprzyjacielskie ubezpieczenia, skierowali się na północ i wkrótce dotarli do lasu koło Grabiny, gdzie oczekiwały konie wraz z koniowodnymi. W tym samym czasie zaalarmowane walką niemieckie i rosyjskie placówki w Powązkach, Grądach i innych miejscowościach prowadziły na oślep gwałtowny ogień z broni maszynowej. Ostrzał ten nie mógł zagrozić polskim żołnierzom, raził natomiast ronowców usiłujących się wydostać z płonącego Marianowa.