Polscy działacze podjęli próbę negocjacji z naczelnikiem bielskiej policji Bezdekiem odnośnie do przejścia do Domu Polskiego. Bezdek, tłumacząc się chęcią uniknięcia „zaburzeń”, zgodził się wyłącznie na przejście czterech delegatów: posła Jana Zamorskiego, profesora Olecha oraz redaktorów Matłosza i Budkiewicza. Za Polakami posypały się wyzwiska i splunięcia, aż sytuacja wymknęła się spod kontroli i niemiecki tłum mimo policyjnego kordonu rzucił się na czwórkę polskich delegatów. Wedle późniejszych doniesień „Dziennika Cieszyńskiego” dwóch z nich (Olech i Matłosz) zostało rannych.

W odpowiedzi na to wściekły polski tłum postanowił za wszelką cenę przejść na drugą stronę. Doszło wówczas do regularnej bijatyki na obu brzegach rzeki, a nawet w jej korycie. W ruch poszły kamienie. Dotkliwie pobity został m.in. syn Gustawa Josephy'ego, z drugiej strony zaś np. poseł Dobija doznał urazu obojczyka. W sumie rannych było, według późniejszych doniesień prasowych, 55 Polaków (w tym 15 ciężko) oraz 60 Niemców. Ofiar śmiertelnych udało się uniknąć.