W dobromilskim areszcie osadzono ponadto nieustaloną liczbę osób przywiezionych z aresztu w Mościskach.

Egzekucje na terenie aresztu NKWD rozpoczęło eksterminację więźniów prawdopodobnie 24 lub 25 czerwca. Początkowo Sowieci usiłowali utrzymać zbrodnię w tajemnicy, stąd wybrali wyjątkowo okrutną metodę mordu. Przez pierwsze 2–3 dni ofiary pojedynczo wywoływano z cel i doprowadzano do więziennego składu drewna, gdzie kat mordował je uderzeniem ciężkiego młota. Według relacji świadków owym oprawcą był niejaki Grauer vel Kramer, miejscowy współpracownik NKWD pochodzenia żydowskiego. Niektórych doprowadzonych do drewutni więźniów zamordowano także przy użyciu bagnetów. Zwłoki ofiar wywożono ciężarówkami do odległej o 2 kilometry kopalni soli „Salina” pod Lackiem, gdzie były wrzucane do nieczynnego szybu.

Okrutny mord wstrząsnął nawet niektórymi oprawcami. Według relacji jednego ze świadków naczelnik aresztu zwrócił się z prośbą do nadzorującego egzekucję szefa dobromilskiego NKWD, Aleksandra Malcewa, aby zrezygnować z użycia młota i zabijać więźniów bronią palną. Oficer miał jednak uznać tę prośbę za oznakę niedopuszczalnej „słabości” i osobiście zastrzelić naczelnika.