Na arenie thumb|300px|Ave Caesar, morituri te salutant (mal. J.L. Gérôme, 1859) Przed wejściem na arenę gladiatorzy składali przysięgę, że nie będą oszczędzali się w walce. Na arenie witali organizatora igrzysk różnymi okrzykami. Do historii przeszło zawołanie Ave Caesar morituri te salutant, według Swetoniusza wygłoszone podczas naumachii, zorganizowanej w 52 roku n.e. przez cesarza KlaudiuszaP. Rochala: Powstanie Spartakusa 73–71 p.n.e. Zabrze: Inforteditions, 2009, s. 44 ; Michael Grant: Gladiatorzy. Wrocław: Ossolineum, 1980, s. 52; Jerome Carcopino: Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa, dz. cyt., s. 275, 274.. Walki nie można było uniknąć, gdyż biernych zawodników chłostano lub kłuto rozżarzonymi prętami. Między walczącymi pojawiał się sędzia, który czynił im uwagi. Nie wiadomo, które chwyty były niedozwolone. Pokonany przeciwnik mógł prosić o łaskę, podnosząc do góry palec wskazujący, na co obserwujący walkę tłum odpowiadał wyciągnięciem w górę kciuka (co oznaczało darowanie życia) lub skierowaniem go w dół (śmierć). Jest to jednak kwestia sporna (pollice verso). Gdy pokonany nie mógł kontynuować walki, wykonywał symboliczne gesty: odrzucał tarczę i miecz, klękał na kolana, kładąc ręce na plecy. W tej pozycji oczekiwał na okazanie łaski.