Władze powstańcze jednak nie zawsze były zadowolone z działalności Duranda (zarzucały mu sprzyjanie Rosjanom), a w początkowej fazie zrywu dążyły nawet do odwołania go ze stanowiska. Zagrożenie, a wręcz śmiertelne niebezpieczeństwo groziło mu także podczas rozruchów ulicznych w dniu 15 sierpnia 1831 r. Część wzburzonego tłumu (kanibale spragnieni krwi – jak określał ich sam Durand) oskarżała bowiem konsula o paraliżowanie starań o pomoc francuską.
Po upadku powstania częstotliwość i objętość depesz wyraźnie się zmniejszyła.
Ostatnie lata życia Począwszy od roku 1833 Raymond Durand zaczął podupadać na zdrowiu, co wpływało na nieregularność, czasem nawet kilkutygodniowe przerwy w jego pracy. W październiku 1835 roku udało mu się uzyskać półroczny urlop zdrowotny, który przeznaczył na wypoczynek we Francji. W Paryżu spotkał się m.in. z królem Ludwikiem Filipem I, który wyraził zadowolenie z działalności dyplomatycznej Duranda w czasie powstania listopadowego. Po kilku miesiącach kuracji w rodzinnym Montpellier, powrócił w maju 1836 roku do Warszawy. Choroba powróciła jednak ze zdwojoną siłą jeszcze w październiku tego samego roku (m.in. stracił przytomność podczas przyjęcia noworocznego na zamku królewskim). Wylew krwi do mózgu w dniu 4 stycznia 1837 r. przykuł konsula na trwałe do łóżka.