Następnego dnia w stronę katedry zmierzali pielgrzymi. Do 10 lipca do katedry przybyło ok. 38 tys. pielgrzymów. Biskup lubelski Piotr Kałwa powołał komisję mającą zbadać obraz. W jej skład wchodzili m.in. chemik, lekarz, malarka, prawnik i księża. Kierownik laboratorium analitycznego Akademii Medycznej w Lublinie dr Zygmunt Dambek stwierdził, że ciecz nie była ani krwią, ani łzami, oraz że Komisja nie jest w stanie ustalić przyczyn powstania zjawiska.

10 lipca na Lubelszczyźnie odczytano list pasterski biskupa Piotra Kałwy. Biskup uznał, że nie powinno uznawać się zjawiska w katedrze za nadprzyrodzonego i cudownego, a wierni mieli zaprzestać organizowania pielgrzymek. W prasie ukazał się fragment owego listu. Księża na Lubelszczyźnie mieli podzielone stanowisko co do opublikowanego w prasie listu. Większość osób potraktowało list biskupa Kałwy jako napisany w wyniku nacisków władzy państwowej.

Działania komunistów Po ukazaniu się łez na obrazie PZPR zdecydowała się zbadać sprawę w Lublinie. Aby zlikwidować zgromadzenia, władze zdecydowały się na zamknięcie dróg dojazdowych do Lublina, nie wypuszczono przyjezdnych do miasta, nie sprzedawano biletów kolejowych do Lublina oraz sprowadzono oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.