Apelom o zachowanie spokoju i powrót do pracy towarzyszyła groźba, że osoby ukrywające się będą uważane za „wspólników bandytów”. W rezultacie niemal wszyscy mieszkańcy Skałki zaprzestali ukrywania się. Prawdopodobnie wpływ na tę decyzję miało również zmęczenie wielodniowym koczowaniem pod gołym niebem oraz nadzieja na pomoc ze strony placówek ruchu oporu z Łopuszna i Mnina.
Przebieg pacyfikacji 10 maja sołtys Antoni Łapot udał się na posterunek straży krajowej (Landwacht) w Antonielowie, aby zameldować, że mieszkańcy Skałki powrócili do swych domów. Tego samego dnia na posterunku żandarmerii w Łopusznie odbyła się narada, której przewodniczył mjr Seiler, dowódca II batalionu 22. pułku policji ochronnej. Jej celem było omówienie planu pacyfikacji Skałki. Postanowiono, że w akcji wezmą udział żandarmi z komendy rejonowej w Kielcach i posterunku w Łopusznie, członkowie Landwacht z Antonielowa oraz specjalna grupa policji ochronnej (Schutzpolizei) z Kielc. Komendę nad ekspedycją karną objął kpt. Gerulf Mayer, dowódca komendy żandarmerii w Kielcach. Policjantom i żandarmom zapowiedziano, że powinni się spodziewać oporu partyzantów. Niemiecki plan przewidywał, że wieś otoczy kordon strzelców rozstawionych co 20-30 metrów, a na obu jej krańcach wystawione zostaną posterunki uzbrojone w broń maszynową.