Mimo że jest powszechnie znana jako bitwa w zatoce Leyte, siły japońskie nadchodziły z różnych stron i w różnych miejscach na wodach Filipin ścierały się z okrętami i samolotami amerykańskimi.

Bitwa na morzu Sibuyan Zespół wiceadmirała Kurity podniósł kotwicę i ruszył w morze z kotwicowiska Lingga 22 października o 8:00 rano. Miał za zadanie dopłynąć do zatoki Leyte w okolicach 25 października i po wcześniejszym spotkaniu z zespołami wiceadm. Shimy i kadm. Nishimury wspólnie atakować amerykańskie okręty. Zagrożeniem było z jednej strony amerykańskie lotnictwo pokładowe, mogące zadać bardzo dotkliwe straty, a z drugiej to, że okręty dotrą do zatoki Leyte 25 października, czyli tydzień po lądowaniu Amerykanów. Dowódcy japońscy obawiali się o honor marynarki – wiedzieli, że w tym czasie zastaną tam głównie puste barki desantowe, ewentualnie okręty zaopatrzeniowe. Planowano więc równocześnie ataki okrętów nawodnych na lotniskowce amerykańskie, jeśli nadarzyłaby się taka okazja. Aby dopłynąć w rejon działań bojowych, zespół Kurity musiał przepłynąć przez cieśninę Palawan, a tu już czekała na niego pierwsza niemiła niespodzianka. Amerykanie zostawili w tym rejonie okręty podwodne USS „Darter” i USS „Dace”. To im przypadła rola ostrzeżenia przed nadchodzącymi Japończykami i zadania im pierwszych strat.