Obóz NKWD w Nowinach-Błudku – karny obóz pracy zorganizowany przez NKWD w pobliżu gajówki Błudek i wsi Nowiny w Puszczy Solskiej, funkcjonujący od października 1944 roku do 26 marca 1945 roku.
Oficjalnie obóz był przeznaczony dla volksdeutschów i . W rzeczywistości przetrzymywano w nim przeciwników władzy komunistycznej, w tym żołnierzy Armii Krajowej i członków podziemia niepodległościowego. Więźniowie pracowali przy wyrębie lasu lub w kamieniołomie w Nowinach. W obozie panowały bardzo trudne warunki bytowe i sanitarne, a strażnicy traktowali więźniów z wielką brutalnością. Liczbę ofiar obozu szacuje się na kilkadziesiąt osób.
W nocy z 26 na 27 marca 1945 roku obóz został zlikwidowany w wyniku akcji zbrojnej przeprowadzonej przez połączone oddziały partyzanckie obwodów Tomaszów Lubelski i Biłgoraj Armii Krajowej. Zabito wtedy pięciu członków obozowej załogi, w tym komendanta Włodzimierza (Władysława) Konowałowa. Partyzantom nie udało się jednak uwolnić więźniów, gdyż kilka godzin wcześniej zostali oni wywiezieni do innych więzień i obozów.
Utworzenie obozu Począwszy od stycznia 1944 roku, po przekroczeniu przez Armię Czerwoną przedwojennej granicy polsko-radzieckiej, NKWD i Smiersz organizowały na ziemiach polskich liczne obozy: przejściowe, , jenieckie i pracy przymusowej, a także więzienia i areszty. Często lokowano je na terenie byłych obozów niemieckich.
Status tych obozów regulowała m.in. umowa z 26 lipca 1944 roku, zawarta w Moskwie przez ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława Mołotowa i przewodniczącego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) Edwarda Osóbkę-Morawskiego. Jej zapisy przewidywały, że „w strefie operacji wojennych” jurysdykcji władz sowieckich podlegać będą „wszelkie wykroczenia przeciwko Armii Czerwonej”. Ponadto 4 listopada 1944 roku PKWN wydał dekret „o środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców narodu”, przewidujący m.in. „umieszczenie na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddanie przymusowej pracy” tych obywateli polskich zamieszkujących tereny Generalnego Gubernatorstwa lub województwa białostockiego, którzy w czasie okupacji niemieckiej zadeklarowali przynależność do narodowości niemieckiej bądź pochodzenie niemieckie lub też faktycznie korzystali z praw i przywilejów przysługujących takim osobom.
Jednym z pierwszych obozów założonych przez NKWD we współpracy z formalnie podległym PKWN Resortem Bezpieczeństwa Publicznego był obóz w Nowinach-Błudku. Znajdował się on w centralnej części Puszczy Solskiej. Jego utworzenie jest datowane na październik 1944 roku. Wtedy to do gajówki Błudek (zwanej też Błótko) przybył oddział Ludowego Wojska Polskiego, który przystąpił do wycinki lasu pod budowę infrastruktury obozowej.
Krzysztof Tochman jest zdania, że obóz w Nowinach-Błudku podlegał NKWD jako tzw. obóz dziki. Uprawnienia polskiego Resortu Bezpieczeństwa Publicznego, a konkretnie jego wydziału więziennictwa i obozów, ograniczać się miały jedynie do spraw ochronno-bytowych. Również Bogusław Kopka zalicza ten obóz do kategorii obozów NKWD, uznając go jednocześnie za filię więzienia na zamku w Lublinie.
Topografia thumb|Błudek. Oznaczenie miejsca, w którym znajdował się dom komendanta obozu Obóz był położony w lesie, nieopodal drogi prowadzącej z Suśca do Józefowa. W okresie funkcjonowania obozu była ona zamknięta dla normalnego ruchu.
Obóz miał kształt prostokąta o wymiarach 200 na 150 metrów (ok. 3 ha powierzchni). Był ogrodzony płotem z drutu kolczastego o wysokości 3,5 metra.
Na terenie obozu znajdowały się trzy baraki o wymiarach w przybliżeniu 30 x 12 metrów. Dwa skrajne baraki zajmowali członkowie obozowej załogi, w trzecim – środkowym, przetrzymywano więźniów.
Komendant obozu i jego zastępca zajmowali mieszkanie prywatne, położone w odległości około 50 metrów od baraków, na placu obok kamieniołomu w Nowinach.
Załoga Komendantem obozu był 22-letni kpt. Włodzimierz vel Władysław Konowałow. Był on oficerem Armii Czerwonej, służącym od października 1943 roku w szeregach Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, a od grudnia 1944 roku – w Polskim Samodzielnym Batalionie Specjalnym (zalążek późniejszych Wojsk Wewnętrznych).
Najbliższym współpracownikiem Konowałowa był NN prokurator żydowskiego pochodzenia, znany w obozie jako „Marek”. Na co dzień nosił on mundur Ludowego Wojska Polskiego bez dystynkcji (niektóre relacje podają, że był w stopniu majora). Kadrę oficerską tworzyło ponadto kilku chorążych, m.in. Stanisław Muzyka, Zygmunt Beresz i Hipolit Zieliński. Ten ostatni był zastępcą komendanta ds. polityczno-wychowawczych.
Załogę stanowiło około 180 żołnierzy Wojsk Wewnętrznych oraz funkcjonariuszy NKWD. Z ustaleń Krzysztofa Tochmana wynika, że pododdziałem odpowiedzialnym za zabezpieczenie obozu w Nowinach-Błudku była 3. samodzielna kompania ochronna (wartownicza) Wojsk Wewnętrznych. Jej żołnierze pochodzili z Wileńszczyzny (około pięćdziesięciu), z przedwojennego województwa lwowskiego oraz z Lubelszczyzny. Spośród tych ostatnich większość należała uprzednio do komunistycznych formacji partyzanckich: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej.
Więźniowie thumb|Kamieniołom w Nowinach, w którym pracowali więźniowie Oficjalnie obóz był przeznaczony dla volksdeutschów i . O ile jednak kilkunastu więźniów, których personalia udało się ustalić, nosiło niemieckobrzmiące nazwiska, o tyle brakuje przekonujących dowodów, iż byli oni volksdeutschami lub współpracownikami niemieckich władz okupacyjnych. Zeznania ocalałych więźniów oraz relacje mieszkańców okolicznych wsi wskazują, że w obozie przetrzymywano przede wszystkim żołnierzy Armii Krajowej, członków podziemia niepodległościowego, żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, których aresztowano pod różnymi zarzutami, a także inne osoby uznane za przeciwników „władzy ludowej”.
Prawdopodobnie więźniów przywieziono do obozu w trzech transportach. Pierwszy, liczący od kilkudziesięciu do nawet 150 osób, przybył prawdopodobnie jesienią 1944 roku. Drugi, na którego temat zachowało się najwięcej informacji, wyruszył 13 lutego 1945 roku z więzienia na zamku w Lublinie. Liczył 45 więźniów, z których kilku zbiegło w trakcie transportu, a kilku innych zostało zastrzelonych podczas próby ucieczki. Ostatecznie około 38 więźniów dotarło na przystanek kolejowy w Długim Kącie, skąd zostali doprowadzeni pieszo do obozu. Trzeci, prawdopodobnie ostatni transport przybył na przełomie lutego i marca 1945 roku. Liczył około czterdziestu więźniów, w tym około dziesięciu kobiet. Zostali oni przywiezieni pociągiem z obozu pracy w Jarosławiu do przystanku kolejowego w Długim Kącie, skąd następnie doprowadzono ich pieszo do obozu.
Warunki bytowe i traktowanie W obozie panowały bardzo trudne warunki bytowe i sanitarne. Barak, w którym przetrzymywano więźniów, był pozbawiony podłogi i sufitu (przykrywał go jedynie dach z cienkich desek). Był także pozbawiony prycz, a więźniowie – niezależnie od stanu zdrowia – byli zmuszeni spać na sosnowych żerdziach. Na co dzień większość więźniów chodziła w łachmanach. Na wyżywienie składały się kawałek chleba i kawa zbożowa na śniadanie oraz zupa na obiad.
Więźniów zmuszano do pracy przy wyrębie lasu lub w kamieniołomie w Nowinach. Zwykle podzielni byli na trzy grupy: pierwsza zajmowała się ścinaniem drzew, druga pracowała w kamieniołomie, podczas gdy trzecia zajmowała się transportem urobku z kamieniołomu do przystanku kolejowego w Nowinach, a następnie jego załadunkiem do wagonów.
Załoga obozu traktowała więźniów z okrucieństwem. Na porządku dziennym było brutalne bicie i kopanie. Więźniom nie wolno było nosić żadnego nakrycia głowy – nawet w czasie silnych mrozów. Ci, którzy pracowali przy transporcie urobku z kamieniołomu, byli zmuszeni ręcznie przepychać wagoniki kolejki wąskotorowej do odległego o 2 kilometry przystanku kolejowego w Nowinach. Po zakończeniu pracy w obozie odbywały się apele, podczas których najbardziej wycieńczonych więźniów mordowano przy użyciu broni palnej lub pałek. Zbrodni tych dopuszczali się najczęściej komendant Konowałow, prokurator „Marek” i chor. Muzyka. Zazwyczaj byli oni wtedy pod wpływem alkoholu. Zwłoki ofiar grzebano w leśnych mogiłach poza terenem obozu. Znany jest przypadek, gdy komendant Konowałow zamordował więźnia Stanisława Schmidta, kierując się motywem rabunkowym (po dokonanym mordzie przywłaszczył złoty sygnet, zegarek, mundur i buty zabitego). Ponadto według raportu Armii Krajowej więzione w obozie kobiety padały ofiarą przemocy seksualnej.
Liczba ofiar nie została precyzyjnie ustalona. Śledztwo prowadzone przez prokuraturę wojewódzką w Zamościu w latach 1989–1990 pozwoliło zidentyfikować 11 osób, które zmarły lub zostały zamordowane w obozie NKWD w Nowinach-Błudku. Naoczni świadkowie szacowali z kolei liczbę ofiar na ponad siedemdziesiąt. Zdaniem Krzysztofa Tochmana liczba zmarłych i zamordowanych więźniów mogła sięgnąć kilkudziesięciu.
Rozbicie obozu 19 marca 1945 roku w kościele katolickim w Majdanie Sopockim komendant Konowałow poślubił mieszkankę wsi Oseredek. Podczas uroczystości towarzyszyła mu liczna grupa podkomendnych. Wywiadowca Armii Krajowej, Bolesław Malec ps. „Żegota”, wykorzystał tę okazję, aby nawiązać kontakt z trzema żołnierzami z obozowej załogi, którzy pochodzili z Wileńszczyzny. Podczas obiadu zakrapianego alkoholem żołnierze wyznali, że są członkami AK przymusowo wcielonymi w szeregi Ludowego Wojska Polskiego. Wyrazili jednocześnie gotowość do nawiązania współpracy z podziemiem niepodległościowym. Donieśli ponadto, że wbrew pogłoskom rozpowszechnianym przez władze komunistyczne, w obozie nie są przetrzymywani volksdeutsche, lecz żołnierze AK.
Pod wpływem tych informacji komendant rejonu V Susiec obwodu Tomaszów Lubelski AK, por. Marian Warda ps. „Polakowski”, oraz komendant rejonu Józefów obwodu Biłgoraj AK, por. Konrad Bartoszewski ps. „Wir”, wyrazili zgodę na podjęcie próby zbrojnego wyzwolenia obozu. Decyzja w tej sprawie zapadła przed południem 26 marca, podczas odprawy w Czarnym Lesie. Opracowano wtedy również plan ataku. Miał on nastąpić jeszcze tego samego wieczora.
W akcji wzięły udział połączone oddziały AK z obu obwodów. Ich koncentracja nastąpiła o godzinie 20:00. Do partyzantów dołączyli wtedy dwaj zwerbowani przez Malca żołnierze z Wileńszczyzny: Piotr Trepiet i Józef Wincałowicz. Donieśli oni, że kilka godzin wcześniej wszystkich więźniów wyprowadzono z obozu i zabrano na przystanek kolejowy w Długim Kącie. Niemniej zapadła decyzja, aby przeprowadzić atak zgodnie z pierwotnym planem.
Pod osłoną nocnych ciemności żołnierze AK otoczyli obóz. Trepiet i Wincałowicz zdradzili hasło obowiązujące tej nocy, dzięki czemu partyzantom udało się bezkrwawo zlikwidować wysunięte posterunki. Pododdział, którym dowodził Bolesław Malec, otoczył gajówkę, w której przebywała grupa oficerów, w tym komendant Konowałow z żoną. Doszło do wymiany strzałów, w której wyniku zginął jeden z członków obozowej załogi, prawdopodobnie chor. Zygmunt Beresz. Pozostali oficerowie niedługo później złożyli broń. W międzyczasie kompania AK pod dowództwem Antoniego Kusiaka ps. „Bystry” zdobyła baraki i rozbroiła kompanię wartowniczą. Zabito przy tym jednego z członków obozowej załogi, sierż. Franciszka Kuźmińskiego. W końcowej fazie akcji partyzanckie ubezpieczenie zatrzymało prokuratora „Marka”, który odeskortowawszy więźniów na przystanek kolejowy w Długim Kącie, wracał furmanką do obozu.
Partyzanci podpalili baraki, po czym wraz z jeńcami wycofali się do lasu Kalina, położonego pomiędzy wioskami Hamernia, Nowiny, Długi Kąt i Majdan Sopocki. Zapewne w tym lesie 27 marca około godziny 3:00 rozstrzelano komendanta Konowałowa i prokuratora „Marka”. Prawdopodobnie w tym samym czasie partyzanci zastrzelili również trzeciego oficera z obozowej załogi, o nieustalonym nazwisku. Pozostałych jeńców oraz żonę komendanta wypuszczono na wolność. W ręce partyzantów wpadło około 100–120 karabinów wraz z amunicją.
Epilog thumb|Fragment steli z inskrypcją na cmentarzu wojennym w Błudku