Bitwa pod Adrianopolem – miała miejsce 9 sierpnia 378 roku, na północ od rzymskiego miasta Adrianopol (obecnie Edirne w europejskiej części Turcji). Spotkały się w niej siły wodza wizygockiego Fritigerna i cesarza wschodniorzymskiego Walensa, który zginął w czasie bitwy, zaś jego wojska zostały w niej rozgromione. Starcie to było jedną z największych klęsk w historii Rzymu i ostatnią bitwą, w której Rzymianie zastosowali swoją klasyczną taktykę walki legionami. Od tego czasu bowiem większy nacisk położono na wykorzystanie jazdy i niewielkich mobilnych oddziałów zwanych comitatenses.
Przebieg bitwy znany jest głównie dzięki relacjom ówczesnych historyków rzymskich – Ammianusa Marcellinusa i Orozjusza.
Geneza Goci wywodzili się z południowej Skandynawii, ale na początku I wieku wyemigrowali na południowy wschód i dwa wieki później osiedlili się na wielkich stepach na północ od Morza Czarnego. Po pewnym czasie podzielili się na dwa odłamy osiadłe po obu stronach Dniestru: Ostrogotów (w goc. Ost Goths – „Goci ze wschodu”) i Wizygotów (goc. Wiss Goths – „Goci z zachodu”). Wizygoci szybko przemieścili się na południowy zachód; często przekraczając granicę Cesarstwa rzymskiego dokonywali licznych rabunków. W końcu za panowania cesarza Aureliana (270–275) doszło do porozumienia, zgodnie z którym, w zamian za gwarancję pokoju, Rzymianie odstąpili Wizygotom prowincję Dację (zachodnia część obecnej Rumunii). Konstantyn I Wielki nadał im status sprzymierzeńców (foederati) i powierzył im obronę granicy na Dunaju w zamian za znaczne sumy pieniężne. Wkrótce pojawiły się jednak problemy. Obrońcy wschodnich kresów imperium zaczęli zdawać sobie sprawę ze swojej siły militarnej. Pomimo kryzysu ekonomicznego w wiekach III i IV, mieszkańcy wschodniej części Imperium w dalszym ciągu dysponowali sporym bogactwem, które było w zasięgu barbarzyńców. Ci dla realizacji swoich celów przekraczali w pełnym uzbrojeniu Dunaj, łupili kilka miast, po czym powracali na swoje ziemie, skąd komunikowali rzymskim władcom o konieczności zwiększenia dotacji. Takie działania trwały do roku 370, gdy przyłączyli się do nich rzymscy żołnierze, którzy zbuntowali się przeciwko cesarzowi Walensowi i zostali pokonani.
W tym samym roku Goci starli się na swoich tyłach z nieoczekiwanym wrogiem, Hunami. Ten wywodzący się z Azji lud koczowników rozgromił Alanów znad Wołgi i szybko przemieszczał się przez stepy nadczarnomorskie. W roku 370 Hunowie starli się z Ostrogotami, pokonali ich i zmusili do służenia w swoim wojsku razem z innymi ludami germańskimi. Wieści przekazywane przez zbiegłych Ostrogotów postawiły ich braci z zachodu w gotowości bojowej, jednak gdy w 376 roku Hunowie przekroczyli Dniestr, żeby się z nimi zmierzyć, Goci z zachodu również zostali rozgromieni. W przeciwieństwie jednak do Ostrogotów, Wizygoci mieli możliwość odwrotu, którą wykorzystali prosząc Rzymian o zezwolenie na przekroczenie Dunaju i osiedlenie się tym razem w Mezji, na dzisiejszych terenach Bułgarii i Serbii. Rzymianie nie odrzucili takiej prośby, odpowiadało im bowiem, żeby Goci bronili Bałkanów przed dającą się przewidzieć inwazją Hunów: od 200 do 300 tysięcy ludzi, z których prawie 100 tys. zdolnych było do walki, zgłosiło się dobrowolnie do uprawiania i obrony słabo zaludnionej strefy granicznej, gdzie już wcześniej nieliczne legiony i najemnicy frankońscy okazały się niewystarczające do odpierania najazdów samych Wizygotów i innych ludów barbarzyńskich. Wizygoci uzyskali w Mezji praktycznie całkowitą niezależność, musieli jedynie płacić ustalone podatki i służyć w armii, gdy to było konieczne, dzięki czemu uzyskali dostęp do nowego uzbrojenia i mogli zapoznać się z rzymskimi sposobami prowadzenia wojen. Również od tego momentu uzyskali status obywateli rzymskich.
Trudne sąsiedztwo thumb|Solid rzymski z podobizną cesarza Walensa Przybycie Wizygotów do Mezji spotkało się ze sprzeciwem znacznej części społeczeństwa rzymskiego. Wielu polityków i wojskowych sądziło, że obecność Wizygotów wewnątrz Cesarstwa na prawach autonomicznej grupy nieuchronnie stanie się zagrożeniem; niemniej dowódcy pretorianów Modest i Tacjan zarekomendowali zgodę na osiedlenie się foederatorum, dochodząc do wniosku, że korzyści z nawiązką przewyższą ewentualne kłopoty. Z drugiej jednak strony, zamieszkująca ten obszar ludność i Kościół nie byli zadowoleni z tego, że ich sąsiadami zostaną barbarzyńcy z licznymi pogańskimi zwyczajami, w większości wyznający arianizm, który dla chrześcijan był herezją. Walens nie zwracał jednak uwagi na te skargi, w końcu przecież i on sam był arianinem, dzięki czemu zyskiwał większe zaufanie Gotów. Jeżeli zaś chodzi o niebezpieczeństwo rebelii, Walens uważał, że jest ono niewielkie, w końcu Wizygoci ostatnimi czasy wielokrotnie dawali dowód na to, że chcą służyć Cesarstwu i przyjąć wiele zdobyczy jego cywilizacji i kultury. W najgorszym wypadku, gdyby Wizygoci powrócili do swoich dawnych występków, będą musieli opuścić tereny Mezji i znajdą się pomiędzy hordami Hunów a wojskami Cesarstwa Zachodniego i Wschodniego, bez żadnej możliwości ucieczki.
Wszystko wskazuje na to, że Goci tym razem dotrzymali warunków umowy i to Rzymianie stali się przyczyną załamania się dwa lata później delikatnej równowagi. Bałkany były biednym regionem i żeby się wzbogacić urzędujący tam funkcjonariusze rzymscy dopuszczali się różnorakich działań korupcyjnych. Spośród wszystkich urzędników, którzy zaczęli ponad miarę zwiększać wysokość daniny i nękać Gotów, aż do pozbawienia ich ostatniego owocu ich pracy, szczególnie wyróżniali się chciwy komes (comes, gubernator i poborca podatków) Mezji, Lupicinus, i jego pomocnik Maximus. Lupicinus czerpał również olbrzymie korzyści sprzedając po niesłychanie wygórowanych cenach materiały i żywność, które Cesarstwo przekazywało w celu tworzenia nowych osad. Chociaż z początku najwyższy dostojnik i przywódca większej części Wizygotów w Mezji, Fritigern (w jęz. gockim Frithugarnis, „pragnący pokoju”) podporządkował się sposobowi sprawowania władzy przez Lupicinusa, ale wkrótce, w obliczu kolejnych wizyt poborców danin, zaczął przejawiać niechęć. Miał po temu kilka powodów: śmierć wybitnego Gota Alavivusa, który dotychczas doradzał Fritigernowi przyjmowanie postawy bardziej uległej; samodzielne przybycie do Mezji Atanaryka i jego zwolenników, wcześniej sprzeciwiających się Fritigernowi i jego polityce współpracy z Rzymianami, którym Walens odmówił schronienia na terenie Cesarstwa i zostali opuszczeni w Dacji, wystawieni na natarcia Hunów; czy też w końcu zwyczajne wyczerpanie się cierpliwości Fritigerna, szczególnie w roku 377, w którym zebrano słabe plony i głód zaczął zaglądać w oczy jego ludziom. Tak czy inaczej, Lupicinus zaczął uważać Fritigerna za przeszkodę w realizacji swoich planów i postanowił go zgładzić. W tym celu, pod pretekstem chęci poprawy wzajemnych relacji, zaprosił przywódcę Wizygotów na ucztę, w trakcie której miał nadzieję pojmać go wykorzystując zaskoczenie. Podejrzewając prawdziwe intencje Lupicinusa, a może przez kogoś ostrzeżony, Fritigern stawił się w pełnym uzbrojeniu, w towarzystwie świty swoich najlepszych ludzi i to on zabił na miejscu Lupicinusa i innych swoich niedoszłych zabójców. Poczuwszy się zwolnieni z umowy z Rzymianami, Wizygoci postanowili odzyskać swoje dobra łupiąc rzymskie osady w Mezji i najbogatszej sąsiedniej prowincji – Tracji. Gotom przeciwstawiły się kolejno dwa niewielkie oddziały rzymskie, ale zostały pokonane.
Rzymskie przygotowania do kontrataku thumb|upright|Typowe uzbrojenie żołnierza rzymskiego w epoce inwazji barbarzyńców Powstanie Gotów zaskoczyło Walensa w Antiochii, w Syrii, gdzie przygotowywał kampanię przeciw Imperium Perskiemu. Od stuleci stanowiło ono stałego przeciwnika Rzymu na wschodniej granicy i wspierało bunty miejscowych plemion przeciwko Konstantynopolowi, takie jak powstanie w Cylicji, stłumione w 375 roku, czy bunt Saracenów w Palestynie, Fenicji i na Synaju, który udało się częściowo opanować pod koniec 377 roku. Korzystając z krótkiego wytchnienia, Walens rozkazał przerzucić oddziały weteranów ze wschodniej granicy na Bałkany.
W Adrianopolu, gdzie założono bazę armii i przechowywano skarb cesarski przeznaczony na pokrycie kosztów kampanii, zgromadzono aż 7 legionów, których trzon tworzyło 5 tys. weteranów legiones palatinae, ówczesnej elity armii rzymskiej, wspieranych przez auxilia palatinae i inne typy jednostek wspomagających, w sumie osiągając siłę 12 tys. żołnierzy. Dodatkowo, do tej grupy dołączyło kolejne 28 tys. lekkiego wsparcia, z niewielkim uzbrojeniem.
Podobnie jak przy innych okazjach, ciężar walki miał spocząć na rzymskiej piechocie, natomiast kawaleria miała odegrać rolę drugorzędną jednostki wspierającej. Tym niemniej, oddział kawalerii, który kierował się do Adrianopola również był znaczący: składał się z 1,5 tys. jeźdźców stanowiących elitę gwardii cesarskiej (Schola palatinae) wspieranych przez około 1 tys. equites palatinae i 5 tys. equites comitatenses. W tej ostatniej grupie znalazły się oddziały najemne kawalerii arabskiej i łuczników konnych.
Tak liczna armia różniła się jednak pod jednym, istotnym względem od potężnych legionów rzymskich z przeszłości: miała gorsze wyposażenie. Lata kryzysu ekonomicznego odcisnęły swoje piętno na armii, która obecnie musiała wyruszać do boju gorzej przygotowana. Oddziały piechoty ciężkiej zastąpiły zbroję folgową (lorica segmentata) mniej skuteczną kolczugą (lorica hamata), dotychczas noszoną przez żołnierzy oddziałów wspierających (którzy tym razem często szli do boju bez żadnej zbroi, a w niektórych przypadkach nawet bez hełmu). Gladius, tradycyjny miecz rzymski, zastąpiła spatha, znacznie od niego dłuższa, a pilum w wielu przypadkach zostało wycofane, chociaż niektóre jednostki piechoty i kawalerii zostały wyposażone w długą lancę (w tym ostatnim przypadku, na wzór kawalerii barbarzyńców). Pozbyto się również scutum, tradycyjnej i bardzo skutecznej prostokątnej tarczy rzymskiej, skutkiem czego jednostki wyposażone do boju w tarczę używały modeli okrągłych lub owalnych, podobnie jak barbarzyńcy. Pogorszyły się również wyszkolenie i dyscyplina wojska i choć zgromadzona przez Walensa armia była bardzo liczna, i tak stanowiła połowę wielkości armii Gotów. Aby zgromadzić porównywalną liczbę żołnierzy, Walens skontaktował się z bratankiem Gracjanem, cesarzem rzymskim na zachodzie, któremu udało się skutecznie odeprzeć liczne inwazje barbarzyńców. Gracjan zgodził się przyjść z pomocą i razem ze swoimi oddziałami wyruszył, żeby dołączyć do swojego stryja.
Goci i ich sprzymierzeńcy Po odniesionych w okolicy łatwych zwycięstwach nad niewielkimi oddziałami gwardii rzymskiej należało się spodziewać przybycia jednostek elitarnych. Pomimo tego, że wyposażenie i wyszkolenie żołnierzy rzymskich nie było już takie, jak w przeszłości, a Wizygoci przeszli szkolenie podobne do stosowanego w armii rzymskiej, Fritigern wiedział, że prawdopodobnie było lepsze od ich własnego i ciągle jeszcze Rzymianie mogli zadać mu dotkliwe straty, próbował więc zniwelować tę przewagę jeszcze bardziej zwiększając liczbę swych i tak już licznych wojsk.
Emisariusze Wizygotów przemierzali okolice, a nawet ponownie przekraczali Dunaj, by spotkać się z zamieszkującymi tam plemionami, między innymi ze swoimi wrogami, Hunami. Poczynione w ten sposób ustalenia zakończyły się znaczącym sukcesem: uzyskali poparcie Alanów, Ostrogotów i innych pomniejszych plemion barbarzyńskich. Do armii przyłączyło się nawet z własnej inicjatywy kilkuset Hunów i zbiegłych Rzymian (niewolników, dezerterów itp.). W ten sposób armia złożona na początku z Wizygotów i zbiegłych Ostrogotów, licząca około 110 tys. żołnierzy, urosła do imponujących rozmiarów 155 tys. wojowników (w tym 11,5 tys. konnicy), czego Rzymianie nie byli świadomi. Przy takiej sile armia Walensa wydawała się jeszcze mniejsza.