thumb|Zamordowani polscy rolnicy we wsi Barłogi w województwie lubelskim Pacyfikacje wsi polskich podczas okupacji niemieckiej – pacyfikacje setek wsi leżących w granicach II Rzeczpospolitej, dokonane przez okupantów niemieckich w latach 1939–1945.
Pacyfikacje były przeprowadzane przez Niemców już w trakcie kampanii wrześniowej 1939 – w odwecie za sukcesy Wojska Polskiego lub rzekome napady cywilów na żołnierzy Wehrmachtu. W późniejszym okresie pacyfikacje stały się narzędziem represji, stosowanym przez okupanta wobec mieszkańców wsi współpracujących z partyzantką, ukrywających Żydów i zbiegłych jeńców wojennych, niewywiązujących się z dostaw obowiązkowych kontyngentów itp. Ofiarą pacyfikacji padały zarówno wsie zamieszkane przez ludność etnicznie polską, jak i wsie zamieszkiwane przez Białorusinów, Ukraińców oraz przedstawicieli innych mniejszości narodowych.
Historycy oceniają, iż w czasie II wojny światowej Niemcy i ich kolaboranci spacyfikowali ponad 800 wsi znajdujących się w obecnych granicach Polski, jak również wiele wiosek na Kresach Wschodnich. W przeciwieństwie do masakr, które miały miejsce w czeskich Lidicach czy francuskim Oradour-sur-Glane, pacyfikacje polskich wsi pozostają w zasadzie nieobecne w powszechnej świadomości.
Definicja Jedna z definicji pacyfikacji została stworzona przez Zespół ds. Badania Eksterminacji Wsi przy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Została następnie przytoczona przez Józefa Fajkowskiego w jego opracowaniu:
Pojęcie jest jednak bardzo niejednoznaczne, a Waldemar Monkiewicz, Michał Gnatkowski i Józef Kowalczyk, wskazują w swojej książce, że powoduje to, że część badaczy jest skłonna uznać dany przypadek za pacyfikację, a inni za wysiedlenie.
Jak wskazuje Antoni Galiński, problematyczna jest również kwalifikacja danego przypadku jako pacyfikacji pod względem liczby ofiar. W gestii badacza leży bowiem, czy takie działanie sprawców jak mord dokonany na kilku mieszkańcach wioski i spalenie jednego gospodarstwa, uzna za pacyfikację tejże miejscowości czy też zakwalifikuje ją inaczej.
Pacyfikacje wsi polskich podczas kampanii wrześniowej 1939 roku Przyczyny thumb|Niemieccy żołnierze w rozmowie z polskimi rolnikami thumb|Niemiecki motocyklista w czasie postoju w polskiej wsi
Pierwsza fala terroru dotknęła obszary wiejskie Polski już podczas kampanii wrześniowej 1939 roku. Jochen Böhler jest zdania, że popełnione wtedy przez Niemców zbrodnie wynikały przede wszystkim ze splotu czynników motywacyjnych, sytuacyjnych i psychologicznych. Podkreśla w szczególności znaczenie „partyzanckich urojeń”, które od pierwszych godzin wojny szerzyły się w szeregach Wehrmachtu. Niemieckie dowództwo było przekonane, że wkraczające do Polski oddziały będą musiały liczyć się z aktywnym udziałem ludności cywilnej w działaniach bojowych. Spodziewany opór zamierzano zdławić w sposób „energiczny i bezwzględny”. 9 sierpnia 1939 roku Oberkommando des Heeres wydało zarządzenie, w którym zalecało, aby „gdy tylko pozwoli na to sytuacja na froncie”, wszyscy zdolni do służby wojskowej mężczyźni narodowości polskiej i żydowskiej w wieku od 17 do 45 lat zostali internowani i potraktowani jak jeńcy wojenni. Ponadto przed wybuchem wojny do niemieckich oddziałów trafiły liczne instrukcje i dyrektywy, które ostrzegały przed spodziewanymi aktami sabotażu i atakami partyzantów. Jak pokazała rzeczywistość, znacznie zwiększyły one nerwowość niedoświadczonych niemieckich rekrutów, potęgując ich gotowość do stosowania przemocy wobec cywilów i jeńców wojennych.
Zdaniem Böhlera istotny wpływ na postępowanie niemieckich żołnierzy miało również zetknięcie się z ubogimi warunkami życia w Polsce. Wzmocniło ono antypolskie i antysemickie uprzedzenia w szeregach Wehrmachtu, utwierdzając żołnierzy w przekonaniu o „niższości cywilizacyjnej” i „demoralizacji” miejscowej ludności. Konsekwencją była niewrażliwość na cierpienia cywilów oraz zmniejszenie oporów przed stosowaniem przemocy. Böhler wskazuje w tym kontekście m.in. na listy i zapiski niemieckich żołnierzy, którzy nie uznawali podpalania krytych strzechą wiejskich chat (opisywanych jako „siedliska pluskiew”) za czyn naganny.
Niemal od pierwszych godzin wojny na wszystkich odcinkach frontu niemieckie oddziały masowo zgłaszały meldunki o rzekomych atakach partyzantów. W rzeczywistości we wrześniu 1939 roku w Polsce nie istniał jeszcze zorganizowany zbrojny ruch oporu, który obejmowałby szerokie rzesze ludności. Nie doszło również do spontanicznego zrywu cywilów przeciwko wkraczającym Niemcom. Świadczyć może o tym chociażby fakt, że w aktach niemieckiej armii i policji z września 1939 roku nie odnotowano ani jednego nazwiska polskiego cywila, który zostałby schwytany z bronią w ręku podczas walki z Wehrmachtem. Faktem jest natomiast, że wielu miejscach dochodziło do niekontrolowanej wymiany strzałów, wywołanej nerwowością i brakiem doświadczenia niemieckich rekrutów. Wśród żołnierzy Wehrmachtu, żywiących silne uprzedzenia wobec ludności podbijanego kraju – pogłębione udzielonymi w przededniu wojny ostrzeżeniami o zagrożeniu ze strony cywilów, tego rodzaju incydenty wzmacniały przekonanie o wszechobecności partyzantki. W konsekwencji, gdy podczas przemarszu przez daną wieś lub postoju w niej dochodziło do przypadkowej strzelaniny, niemieccy żołnierze natychmiast interpretowali ją jako „atak partyzantów” i przystępowali do brutalnych działań represyjnych – podpalali zabudowania, wrzucali granaty do piwnic, rozstrzeliwali mieszkańców.
„Partyzanckie urojenia” nie były jednak jedyną przyczyną pacyfikacji. Böhler wskazuje, że w niektórych przypadkach wsie były niszczone w akcie zemsty za opór stawiany oddziałom Wehrmachtu przez żołnierzy Wojska Polskiego, zwłaszcza jeśli ci ostatni prowadzili walkę w oparciu o zabudowania danej miejscowości. Gen. Franciszek Skibiński, szef sztabu 10 Brygady Kawalerii, był przekonany, że palenie wsi służyło zwiększeniu chaosu po stronie polskiej, a przy okazji zapewnieniu nacierającym oddziałom niemieckim nocnego oświetlenia pola walki. Z kolei zdaniem Szymona Datnera palenie wsi i miasteczek stanowiło część składową taktyki terroryzowania ludności i paraliżowania woli oporu.
Przykłady „wrześniowych” pacyfikacji thumb|Wrzesień 1939, polscy chłopi prowadzeni na egzekucję. W tle płonąca wieś W pierwszym tygodniu wojny do licznych zbrodni doszło na ziemi częstochowskiej, gdzie ofiarą pacyfikacji padło 37 wsi. Między innymi, już 1 września żołnierze niemieckiej 19 DP doszczętnie spalili przygraniczne Zimnowodę i Parzymiechy. Historycy szacują, że w obu miejscowościach zamordowano od 113 do 191 osób, wśród nich wiele kobiet i dzieci. 3 września ofiarą pacyfikacji padły Mysłów, gdzie od niemieckich kul i w płomieniach zginęły 22 osoby, Łobodno, gdzie spalono 99 budynków i zamordowano 37 osób, oraz Nierada i Zrębice, gdzie zamordowano 25 osób. Tego samego dnia – w odwecie za śmierć niemieckiego oficera, który poległ w walce – doszczętnie spalono Małusy Wielkie, mordując 11 mieszkańców. 4 września w Kruszynie, w odwecie za śmierć niemieckiego żołnierza omyłkowo zastrzelonego przez kolegów, zamordowano od 37 do 44 mieszkańców. Tego samego dnia Niemcy ostrzelali pociskami zapalającymi wieś Baby, powodując śmierć 12 osób i spalenie 45 budynków. W odległym o kilka kilometrów Widzowie rozstrzelali natomiast około 13–14 mieszkańców. Między 3 a 4 września żołnierze niemieccy dopuścili się ponadto licznych zbrodni na terenie gminy Lelów. W samym Lelowie, w odwecie za opór stawiany przez polskich żołnierzy, zamordowali 18 osób, a wieś spalili, nie oszczędzając nawet zabytkowego kościoła. Kolejnych 18 osób zamordowano we wsiach Wilków, Woźniki i Sadowie. 4–5 września spacyfikowano Chrząstów, mordując 21 mieszkańców i paląc blisko 70 budynków. W tych dniach miała również miejsce zbrodnia w Cielętnikach, podczas której żołnierze Wehrmachtu rozstrzelali od 11 do 16 osób. W nocy z 5 na 6 września w Kajetanowicach doszło do niewyjaśnionej strzelaniny. Mimo iż żaden Niemiec nie ucierpiał, żołnierze 42 pp 46 DP doszczętnie spalili wieś i zamordowali od 72 do 80 mieszkańców.
W pierwszych dniach wojny liczne pacyfikacje miały miejsce na ziemiach sieradzkiej, kaliskiej i wieluńskiej. Między innymi, w nocy z 1 na 2 września w przygranicznym Torzeńcu doszło do gwałtownej strzelaniny, w której zginęło trzech niemieckich żołnierzy, a czterech odniosło rany. W odwecie żołnierze 41 pp 10 DP częściowo spalili wieś i zamordowali 16 mieszkańców. Następnego dnia na rozkaz dowódcy pułku, płk. , w Torzeńcu rozstrzelano 18 polskich mężczyzn. 2 września batalion pionierów należący do tej samej dywizji spacyfikował sąsiedni Wyszanów. Od kul, płomieni oraz wrzucanych do piwnic granatów zginęły 22 osoby, w większości kobiety, dzieci i osoby starsze. W okolicach Wieruszowa pułk SS „Leibstandarte Adolf Hitler” spalił wsie Żdżary, Piaski i Mieleszyn. 3 września Niemcy spacyfikowali m.in. Górkę Klonowską i sąsiednie miejscowości (14 ofiar), Grójec Wielki (13 ofiar) oraz Rowy i Stolec (21 ofiar). Tę ostatnią wieś całkowicie spalono. W nocy z 3 na 4 września żołnierze niemieckiej 24 DP spacyfikowali Mączniki, mordując 19 osób. Wieś ta, podobnie jak sąsiedni Ostrów Kaliski, została podpalona. 4 września w Kamieńsku, prawdopodobnie w odwecie za udany wypad polskiego 2 psk, Niemcy zamordowali około 25–33 mężczyzn z tej i okolicznych wsi. Tego samego dnia w Szczawnie rozstrzelano w dwóch egzekucjach 18 Polaków. Zbrodni dokonano z inspiracji miejscowych volksdeutschów. Również 4 września żołnierze Wehrmachtu całkowicie spalili Dzigorzew, mordując 10 mieszkańców, a w sąsiednim Dzierlinie spalili kilka gospodarstw i zabili 6 osób. 6 września spacyfikowali Budy Uniejowskie, paląc zabudowania i zabijając dwóch rolników. Mieszkańców wypędzili do sąsiedniego Balina, gdzie następnego dnia rozstrzelali kolejnych 18 mężczyzn z Bud Uniejowskich. 6–8 września wkraczające oddziały Wehrmachtu spacyfikowały wiele wsi w gminie Niewiesz: Borzewisko (6 ofiar), Dominikowice (29 ofiar), Grocholice (kilkanaście ofiar), Gibaszew i Izabela (kilkanaście ofiar), Józefów (30 ofiar), Lipnica (17 ofiar), Niemysłów i Krępa (26 ofiar), Sempółki (co najmniej 10 ofiar), Szarów (20 ofiar), Wojciechów (8 ofiar). Z Nowej Wsi w sąsiedniej gminie Poddębice wywieziono 15 rolników do pobliskiego Wylazłowa i tam rozstrzelano. W niektórych wsiach doszło do podpaleń, m.in. niemal całkowicie spalono Lipnicę. 8 września żołnierze niemieccy doszczętnie spalili Czekaj, mordując 19 mieszkańców.
Na Pomorzu Nadwiślańskim do jednej z największych pacyfikacji doszło 3 września w Świekatowie. Rozstrzelano tam w kilku egzekucjach 22 mieszkańców (według innych źródeł liczba ofiar wyniosła 26 osób). 8 września w piaskowni pod Książkami na ziemi chełmińskiej oddział SS rozstrzelał 43 Polaków. W Konecku koło Inowrocławia członkowie paramilitarnego Selbstschutzu, wspierani przez żołnierzy Wehrmachtu, zamordowali 9 i 12 września około 19 młodych mężczyzn z tej i sąsiednich miejscowości. 11 września w nadmorskiej Wielkiej Wsi rozstrzelano 25 osób.
Wehrmacht i inne niemieckie formacje dopuściły się licznych zbrodni także we wsiach na Górnym Śląsku. Między innymi, 1–2 września w Gostyniu Wehrmacht rozstrzelał 14 mieszkańców. W Łaziskach Dolnych, Górnych i Średnich, w odwecie za opór stawiany przez żołnierzy Wojska Polskiego, rozstrzelano 2 września blisko 48 osób. Spalono również osiem budynków. 3–4 września w Imielinie żołnierze Wehrmachtu rozstrzelali 21 mieszkańców i 8 uchodźców. 4 września w Orzeszu członkowie Freikorps Ebbinghaus rozstrzelali 29 osób.