Akt IV Od wstrząśniętego Paulina, dowódcy straży dowiaduje się, że Marcella przychyliła się do pomysłu Walensa i że Teodora została wyprowadzona przez oddział żołnierzy na pohańbienie, że pierwszy wszedł do niej Dydym powołując się na doznawaną od lat wzgardę ze strony dziewczyny i przekupując kolegów. Po jakimś czasie wyszedł i bez słowa się oddalił. Placyd jest zdruzgotany. Tymczasem jego przyjaciel Kleobul, przynosi wiadomość, że w pokoju Teodory nie znaleziono dziewczyny tylko Dydyma w kobiecym przebraniu. Placyd spotyka Dydyma eskortowanego przez straż i gratuluje mu zdobycia serca Teodory. Dydym jednak wyjaśnia mu, że nie liczył na szczęście z ukochaną, bo wiedział, że będzie musiał zapłacić za swój czyn głową, że chciał jedynie obronić jej cześć. Przy okazji opowiada Placydowi i Paulinowi jak odstał się do pokoju Teodory, zaproponował jej ucieczkę jako jedyny sposób na uratowanie jej czci i pouczył ją, że ma zasłonić twarz wychodząc, aby jej nie rozpoznano. Poruszony odwagą i poświęcenim Dydyma Placyd obdarowuje go wolnością, gotów własną głowę nadstawić na gniew Marcelli.