Jeden z ocalonych radziłowskich Żydów Menachem Finkelstein tak to wspominał: „Po zapadnięciu nocy bojówki grasowały w żydowskich domach, wyłamywały zaryglowane drzwi, wybijały okna, wdzierały się do żydowskich mieszkań. Wyciągano ukrytych Żydów i bito tak długo, aż padali w kałużach krwi”.
Pogrom radziłowskich Żydów 7 lipca został dokonany z niewątpliwej inspiracji niemieckiej, tak jakby wprost chciano wypełnić instrukcje zwarte w niemieckich rozkazach nakazujących inspirowanie pogromów (Pogromy Żydów w lecie 1941 roku). W sobotę 5 lipca miał miejsce także zainspirowany przez Niemców pogrom w Wąsoszu.
Opis Już w nocy z 6 na 7 lipca do Radziłowa zjeżdżali się mieszkańcy Wąsosza, a także okolicznych wiosek liczący zapewne na kolejny pogrom i możliwość rabunku. Motywowani byli niechęcią do Żydów za domniemaną czy rzeczywistą kolaborację z ZSRRJ. T. Gross, Sąsiedzi, Sejny 2000, s. 54–55, 69.. Według świadectwa Chai Finkelsztejn, zbieżnej z relacjami innych świadków, „miastowi chrześcijanie wypędzili obcych i powiedzieli im, aby nie mieszali się w nieswoje sprawy. Sami sobie dadzą radę ze swoimi Żydami". 7 lipca rano przybyło Einsatzkommando (Zichenau-Schroettersburg) dowodzone przez SS-Obersturmführer Hermanna Schapera.