Analiza pojemnika z rzekomą „czerwoną rtęcią” przechwyconego w przez chorwacką policję w 2003 roku wykazała, że zawiera on czystą rtęć, bez śladu antymonu. Inne próbki przechwycone przez policję zawierały tlenek lub jodek rtęci, substancje bezużyteczne w konstrukcji broni jądrowej – choć oszuści przewozili je w pojemnikach oznaczonych symbolami zagrożenia radioaktywnego.

Związek Radziecki miał rzekomo produkować znaczne ilości tlenku rtęciowo-antymonowego, który następnie miał być napromieniowywany w reaktorze jądrowym i przekształcać się w „czerwoną rtęć”, materiał o wystarczającej sile wybuchu i wytwarzającym wystarczająco wysokie ciśnienie, by doprowadzić do fuzji termojądrowej, dzięki czemu miała być możliwa budowa miniaturowych ładunków jądrowych (tzw. bomba walizkowa). F. Barnaby, powołując się na informatorów z ZSRR, opisał proces produkcji „rtęci”: amalgamat rtęci i tlenku miał być napromieniowywany w reaktorze przez ok. 30 dni, a następnie odparowywano z niego nadmiar rtęci, pozostawiając jedynie tę związaną w strukturze krystalicznej tlenku. W efekcie otrzymywano stabilną i możliwą do przechowywania substancję o konsystencji żelu, zamarzającą w temperaturze ok. –37 °C.