Kiedy dama i doktor wchodzą do pokoju, Roger wyskakuje z szafy i spostrzega swoją pomyłkę. Zwierza się odwiedzającym go ze swego podstępu. Tymczasem tęcza nad Weroną łączy dom Kapuletich i Montekich. Dama wyraża nadzieję, że niektóre akordy życia mogą się połączyć w harmonię. Roger jest jednak przekonany o istnieniu bólu niewymownego, którego nie miało się szczęścia wypowiedzieć. Lecz dama upewnia go, że czasem nie ma potrzeby o nim mówić, bo jest zrozumiały bez słów i wtedy przestaje być bólem. Doktor cieszy się na myśl, że wraca do rodziny.

Recepcja utworu Zenon Przesmycki (1912) uważał komedię raczej za dokument biograficzny, niż za dzieło sztuki. Był zdania, że nadmiar materiału autobiograficznego uniemożliwił autorowi rozwinięcie charakterów czy sytuacji. Wyszła z tego komedia pełna aluzji i niedomówień, efekt albo niezwykłej dyskrecji autora albo poczucia zbyteczności szerszego przedstawiania faktów znanych zarówno piszącemu, jak i tej, która miała tę komedię czytać.

Stefan Kołaczkowski (1933) widział w komedii świadectwo podwójnej ironii losów, tragicznej i drugiej, która mogłaby być komiczna, gdyby nie była smutnym przezwyciężaniem siebie przy pomocy humoru.