Kszytl piszący w komnacie dworu w Lścinie, w noc weselną po słynnym ślubie księdza Orzechowskiego, Ksztyl piszący na statku wiozącym go do ojczyzny jego matki Meksykanki i zarazem kraju, gdzie został stracony jego ojciec za spisek na życie konkwistadora, snuje swą opowieść dla czytelnika, do którego zwraca się wprost, jemu pozostawia w ostatnich słowach do rozwiązania zagadkę swoich przyszłych losów.
W następnych tomach cyklu lista autorów Nowej baśni jeszcze się wydłuży, by stworzyć ostatecznie mityczno-baśniowy, tysiącletni rodowód jej rzeczywistego autora. Zamysł całości zaczyna się już ukazywać w Labiryncie, wraz z ujawnianiem coraz większej literackości przedsięwzięcia. W powieści jeden z jej bohaterów, pan de Puertocarrero rzuca ironicznie w rozmowie z Iwenem:
– Ja bym mógł też wydać się ludziom w przyszłości zmyśleniem pisarskim. – Może i wydasz się. – Ale kroniki rodzinne oraz zapisy z wypraw do nowego świata utrwalą... – ...albo i nie utrwalą. Lecz gdyby utrwaliły nawet – to ile?
Dokumenty mogą utrwalić imię, zdarzenie, ale nie całego człowieka z jego myślami i uczuciami. To może uczynić tylko pisarz. W jego słowie paradoksalnie żyją naprawdę jego bohaterowie.