z marzeń zaś tych kresem stało się... Co? gdybym Sofoklesem był – dałbym wyraz zaiste godny swemu udręczeniu...

Diazowi udało się domyślić, że siedzącym w więzieniu nad Betysem jest niewątpliwie uwięziony w Sewilli pan de Puertocarrero. Tożsamości drugiego więźnia nie potrafił, póki co, ustalić. O Borystenesie umiał powiedzieć tyle, że płynie przez tę część Scytii, która znajduje się pod władzą królów Polski. Puertocarrero niewątpliwie płakał po kochance, Marinie, z którą miał teraz dziecko Cortez. Po czym płakał więzień znad Borystenesu nie potrafił dociec i ze zmęczenia usnął. We śnie Polska była przepaścią, na której dnie błyszczały oczy kotów, a ksiądz Diaz spadał do niej z wilkołakiem Villafaną na plecach. Koty wyprzęgały się z pojazdu ciągnącego ciężarną Marinę, a w ich miejsce wprzęgali się Villafana i Puertocarrero. Analiza sonetu po przebudzeniu nie przyniosła nowych odkryć. Nie udało się księdzu Diazowi ustalić w jaki to sposób Polska stanęła na przeszkodzie realizacji zbawczego marzenia o mocy ojców drugiego z więźniów, ani dowiedzieć się kim on był. Opuścił Amerykę w jakiś czas później wezwany do objęcia czekającego na niego w Londynie spadku.