W przypuszczalnej rozmowie wezwany Daniłowicz wyraziłby nadmierną radość z powodu możliwości odbycia przy okazji pielgrzymki do świętego Jakuba w Sandomierzu. Biskup zacząłby podejrzewać, że ksiądz pijar, będzie próbował wracać przez Warszawę, by umocnić swą pozycję u władz pruskich. Ksiądz wbrew zwyczajowi upiłby się winem i zacząłby atakować swego konkurenta, opata Jaworowskiego. W efekcie biskup musiałby następnego dnia odebrać od niego przyrzeczenie, że powróci prosto przez Lublin, a ksiądz Daniłowicz zażądałby, by powiadomić o tym metropolię lwowską, przekonany, że ta na pewno przekaże wiadomość policji austriackiej. W rezultacie nawet sam Hibl nie byłby w stanie ściągnąć Daniłowicza do Sandomierza inaczej jak tylko martwego. W tej sytuacji mógłby pomóc jedynie Dobrucki, ale autorom nie jest znany żaden historyczny Dobrucki.

Postanawiają wykorzystać w tym celu Antoniego Parznickiego, który ma zająć się krytyką teatralną we Lwowie, a wcześniej jeździł z wykładami o teatrze jezuickim. We Wrocławiu jeden ze słuchaczy zrzucił mu, że w złej wierze utożsamia autora dramatu Antytemiusz (którym jest Jan Z.) z autorem Komunii duchowej świętych Borysa i Gleba, aby przekonać słuchaczy o swych związkach krwi z tą osobą.