R. Łoś, dz. cyt., s. 129. .

Dalej poprowadził ich porucznik Nieszokoć. Pod jego komendą kadeci zabrali cztery działa ze szkoły, konie oraz amunicję. Podążyli do centrum WarszawyS. Barzykowski, Historya powstania listopadowego, t. 1, Poznań 1883, s. 304; R. Łoś, dz. cyt., s. 129; W. Tokarz, Sprzysiężenie Wysockiego i noc listopadowa, Warszawa 1980, s. 238. .

Po drodze, jak zapisał w swym pamiętniku Władysław Zamoyski kolumna ze Szkoły Bombardierów spotkała i ostrzelała jego brata Zdzisława Zamoyskiego: "W drodze natrafił na maszerującą szkołę bombardyerów. Prowadził ją kapitan Nieszokoć, który poznawszy Zdzisława, zaczął go namawiać, by się dalej nie puszczał i przy nim pozostał. Zdzisław tłomaczył się, że powinnością jego stanąć przy swoim batalionie i po chwili wypuścił konia i umknął. Strzelono za nim z pistoletu, sądząc po towarzyszącym mu kozaku, że do wybuchu przystąpić nie myśli"W. Zamoyski, Pamiętniki, t. 1, Poznań 1913, 370-371..