Opowiadał przed laty Michał Rawita Witanowski, że w takie bory zapuszczał się król Kazimierz Wielki, a polując na dzikiego zwierza, spadł z konia i złamał sobie nogę. Nikogo nie było przy nim, bo strzelcy rozproszyli się po kniei i król leżał zemdlony, bez żadnej pomocy ludzkiej. Na ratunek przybył św. Mikołaj, patron stad pasących się w lasach. Święty ten opatrzył nogę dobrego króla, pomógł mu dosiąść konia i przeprowadził przez knieję do grona panów, który z nim polowali. Na tym miejscu postawiono drewniany modrzewiowy kościółek, a w ołtarzu postawiono obraz św. Mikołaja. Odtąd czczono świętego jako patrona okolicy, jak również w okolicznych parafiach.

Obok legendy istnieje dokument – „Kronika” Jana z Czarnkowa. Oto jej zapis:

Roku Pańskiego 1370, miesiąca września, dnia ósmego, który był dniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny, gdy tak często wzmiankowany najjaśniejszy król Kazimierz bawił na dworze Przedbórz, przezeń na nowo razem z miastem założonym, a przepięknie i zbytkownie urządzonym, chciał, jak to było w jego zwyczaju, iść na łowy jeleni. Gdy już jego wóz królewski był przygotowany i król chciał wsiadać do niego, niektórzy z wiernych radzili mu, aby ten dzień jechania na łowy zaniechał.