Zaznaczył też wyraźnie, że nie ma żadnego związku z opozycyjną endecją, co zarzucali mu krytycy: „Publicystykę zarzuciłem od dwóch lat, a nawet i dziennikarstwo, aby tylko jak najdalej odsunąć się od polityki”.

Powieść rzeczywiście nie wspomina ani o Piłsudskim czy jego odpowiedniku, ani o czyichś autorytarnych rządach. Opisane zostały rządy gabinetowe, które obejmowały cały okres międzywojenny. W pułkowniku Waredzie można dopatrzyć się pierwowzoru Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, a w jego współpracownikach grupy pułkowników. Zostali oni przedstawieni raczej jako bohaterowie pozytywni, w odróżnieniu od przeciwnej im frakcji Terkowskiego. Dyzma jest karierowiczem z przypadku i nie buduje kariery na legendzie legionowej (w rozmowie z Niną zaprzecza, jakoby nosił „szary mundur”), ale przychodzi z zewnątrz, znikąd.

Powieść raczej ośmiesza popularną wśród elit tęsknotę za rządami „silnego człowieka”, więc polemiką z powieścią Generał Barcz Juliusza Kadena-Bandrowskiego.