Obie płyty, dziś uznawane za przełomowe w historii muzyki jamajskiej, nie sprzedawały się najlepiej i były zarazem ostatnimi jakie artysta wydał w wytwórni Coxsone’a; jednocześnie zdecydował się chwilowo przerwać karierę w branży muzycznej i na kilka miesięcy powrócił na prowincję.

Po krótkim odpoczynku od muzyki Burning Spear nawiązał współpracę z innym znanym producentem, Lawrence’em Lindo, który prowadził także w Ocho Rios własny soundsystem Jack Ruby’s Hi-Fi. Zaproponował on muzykowi popularną wówczas na wyspie formułę tria wokalnego i do Rodneya dołączył ponownie Willington, a także Delroy Hinds (brat słynnego wokalisty ska, Justina Hindsa). Jednak ponownie okazało się, że Winstonowi najlepiej wychodzi twórczość solowa – przebojem stał się wydany przez Ruby’ego singel „Marcus Garvey”, będący hołdem złożonym narodowemu bohaterowi Jamajki; głoszona przez Garveya ideologia stała się od tej pory przewodnim tematem dużej części utworów artysty. Wkrótce założył on swoją pierwszą wytwórnię, którą nazwał po prostu „Spear”. Wydał jej nakładem jeszcze kilkanaście singli, które wspólnie z Lindo nagrywał w Studio 17 Vincenta „Randy’ego” China (Willington i Hinds także dołożyli do nagrań swoją cegiełkę, śpiewając chórki).