Sytuacji nie ułatwia mu brak rzeczywistego porozumienia z miejscowymi Polakami, gdy we wzajemnych kontaktach poza obustronną poprawnością wciąż dominuje obcość; w dodatku otrzymuje określone piętno od przedstawicieli „białej emigracji” (prałat Kulesza). Jedynymi osobami, z którymi nawiązuje bliższy kontakt, są były oficer Maliński oraz przypadkowo zapoznany włoski ksiądz Eugenio Piolanti, czasowo usunięty ze swej parafii za publikację nieaprobowanej książki. Poza mecenasem Campilli, oni dwaj wprowadzają go w istotne szczegóły watykańskich stosunków i objaśniają mu zawiłe mechanizmy ich działania, traktujące petenta jako podrzędność w świecie swoistych układów, celowych niedomowień i domysłów.

Ostatecznie, kiedy zrezygnowany bohater zamierza ustąpić i wracać do kraju, w sprawie jego ojca następuje nagłe przesilenie i niespodziewane jej odnowienie już na pomyślnej drodze. Gdy jednak dochodzi do wydania oficjalnego orzeczenia Kościoła, okazuje się, że pozornie korzystne – krzywdząco różni się ono od spodziewanego. Doznany zawód pogłębia też deprymujący wynik prac naukowych.