Doprowadziło to do rozpadu prawego skrzydła konfederackiego, z czego skorzystali Sasi, przechodząc do ataku, przy czym dragonia posuwała się naprzód powoli, wspólnie z piechotą. Usytuowana w centrum piechota konfederacka dowodzona przez pułkownika Jakuba Steinflichta wytrzymała jedynie cztery salwy artyleryjskie i karabinowe oddane z bliskiej odległości, a gdy na jej pozycje natarły oddziały królewskie to pozbawiona wsparcia kawalerii koronnej cała piechota konfederacka od razu się poddała. Najdłużej na polu bitwy pozostawały chorągwie jazdy litewskiej, które stawiły zaciekły opór, ale w zagrożeniu otoczeniem po czterogodzinnej walce zaczęły się wycofywać.

Konsekwencje i podpisanie Traktatu warszawskiego Po panicznej ucieczce z pola bitwy i faktycznym rozpadzie wojska konfederackiego zdaniem Bosego przy Potockim pozostało 1500 żołnierzy, a przy Gniazdowskim początkowo 200, a gdy zebrał rozproszone oddziały – najwyżej 500 ludzi. Śladem uciekających konfederatów podążyła awangarda sił królewskich, która wkroczyła do Torunia jeszcze tego samego dnia. Sam Gniazdowski był później przez konfederatów oskarżany o zdradę. Wojska królewskie dzięki zwycięstwu odzyskały kontrolę nad Kujawami i Pomorzem.