Sawicki podsumowywał, że „napięta konspiracja, w jakiej pracowała ekipa, a może i nazbyt emocjonalny stosunek Pasoliniego do rozliczeniowej tematyki, uczyniły Salò jednym z najsłabszych filmów reżysera, niefortunnym zjazdem w niskie rejony kina nazi exploitation”. Jerzy Płażewski uznał Salò za nieudany „mariaż rojeń de Sade'a z włoskim faszyzmem i minioną wojną”, który w istocie „nie rzucał nowego światła ani na stosunek katów i ofiar, ani na sadystyczne korzenie faszystowskiej doktryny”.

David Forgacs w analizie filmu zauważył tendencję do odczytywania utworu w lewicowych kręgach jako postępowego: „Ci, którzy bronią filmu Pasoliniego jako postępowego, zwykle tłumaczą, że przedstawia on prawdziwy faszyzm jako jednoznacznie brutalny lub że jego obrazy przymusowego seksu są nieerotyczne”. Takie ujęcie Salò proponowała rzesza krytyków, którzy postrzegali ostatni film Pasoliniego jako prawdę o faszyzmie, ostrzeżenie przed symboliczną przemocą telewizji i wysokobudżetowych widowisk kinowych, profetyczną przestrogę przed nową prawicą uosabianą np.