W ten sposób zmniejszył pozycję polityczną prezydenta, po czym idąc za ciosem publicznie przyznał się do zlecenia zabójstwa Sandino, zarzekając się, że sprawcom morderstwa należy się prawo do skorzystania z ułaskawienia. Ryzykując w ten sposób sprawił, że Kongres przystał a także przegłosował ułaskawienie po wecie wystosowanym przez Sacasę. Coraz potężniejszy Somoza ogłosił swój zamiar kandydowania w wyborach prezydenckich w 1936. Ówczesny prezydent zabiegał o poparcie w Kongresie, zamiast jak mu doradzano, usunąć niesfornego generała ze stanowiska.
12 września 1934 w Managui powtórzyły się ataki bombowe, które zgodnie utwierdziły Sacasę i Somozę na stanowisku, że stoją za nimi spiskowcy dążący do przeprowadzenia zamachu stanu. Prawdziwym sprawcą okazał się podporucznik Juan López. Wysadził on Campo del Marte w ramach prywatnej zemsty na koszarowym kwatermistrzu. Somoza zadbał, by wydano na tego zamachowca wyrok śmierci, lecz Sacasa w celu zademonstrowania ważności statusu prezydenckiego zamienił karę na dożywocie. W odpowiedzi na to generał ponownie przeciągał na swoją stronę liberalnych kongresmenów a kiedy prezydent chciał amnestionować Juana Lópeza, Somoza zorganizował manifestację swoich żołnierzy. Urządził paradę wojskową przed Palacio Nacional.