Gruchnąłem o ziemię, aż trzeszczały kości”. Dlatego też, kiedy około połowy 1957 roku „żegnany szyderstwem, przekleństwem, szczerym życzeniem złamania karku” Konwicki wybierał się nad morze z kilkoma przyjaciółmi, zamierzał nakręcić spontanicznie film, który odkłamałby jego twórczość.

Konwicki jako reżyser amator, w chwili odwilży popaździernikowej, skorzystał z tymczasowego przepisu prezesa Urzędu Kinematografii Leonarda Borkowicza, który nadał zespołom filmowym prawo produkcji filmów nieprzekraczających średniego limitu „ustalonego prawem rocznym”. Zespół Filmowy „Kadr” przyznał Konwickiemu, jako jego kierownikowi artystycznemu, niską sumę 10 tysięcy złotych w gotówce, 6 tysięcy metrów taśmy oraz kamerę Arriflex dla operatora Jana Laskowskiego. Konwicki zebrał niewielką ekipę filmową i wyjechał na plażę w Szklanej Hucie, argumentując swoją decyzję poszukiwaniami taniego pleneru. Scenariusz z tych samych względów przewidywał obecność na planie jedynie dwojga aktorów: Ireny Laskowskiej i Jana Machulskiego. Oboje zdecydowali się grać za darmo.