Podczas studiów na dorpackim uniwersytecie Dziekoński został przyjęty do grona burszów (pełnoprawnych członków) najstarszej, polskiej korporacji akademickiej Polonia. Od razu zyskał sobie wśród rówieśników i profesorów opinię niezrównanego zawadiaki. Niestety również tym razem naraził się władzom uczelni. Zachowywał się ekstrawagancko, wchodził w częste konflikty z miejscową policją, szokował i prowokował dorpackich mieszczan, ogniskował wiele honorowych pojedynków (pogłoski mówią, że było ich około stu) oraz rozbojów. Ostatecznie Dziekoński „zmuszony (...) został wynieść się z Dorpatu” po tym, jak wypuścił na miasto żurawia specjalnie ucharakteryzowanego tak, by przypominał niejakiego generała von Bratke, kuratora okręgu szkolnego dorpackiego.

Cyganeria Warszawska Podczas pobytu w Warszawie Dziekoński wdrożył się w formującą się tam cyganerię artystyczną, która szybko okrzyknęła go swoim zwierzchnikiem i nazwała „Papieżem Cyganów”. Cyganie warszawscy nadawali codziennym sytuacjom i zdarzeniom charakter niezwykłości. Ośmieszali strój salonowy, z byle powodu zakładając fraki. Tak samo wyśmiewając powszechny wśród mieszczan kult pieniądza, na co dzień chodzili umyślnie brudno i ubogo. Ich atrybutami były długie włosy, brody oraz trzymane w ręku kije włóczęgów.