Siedem lat później próbował jeszcze nakłonić do wydania Vade-mecum poznańskiego wydawcę Jana Konstantego Żupańskiego, z którym kontaktował się przez Augusta Cieszkowskiego.

Rękopis odebrany od Brockhausa krążył potem wśród przyjaciół Norwida. Czytali go Ludwik Nabielak, Karol Ruprecht, Zofia Węgierska. Potem powrócił do rąk poety, który do końca życia do niego powracał. Dwa utwory (XIV i XVI) wykorzystał w swych pamiętnikach weneckich, trzy kolejne (XVII, LIV i LV) włączył jako przerywniki i wyznaczniki nastroju do poematu A Dorio ad Phrygium, z następnych sześciu (LXI-LXIV, LXVII i LXXXIII) złożył poemat cykliczny Co słychać? i co począć? Jakąś część utworów ze zbioru przesłał Norwid dwóm redaktorom warszawskim: Adamowi Wiślickiemu, który wydał dwa z nich LXVII i LXXXIII oraz Zygmuntowi Sarneckiemu, który wydrukował również dwa IX i XXVIII. Dwa krótkie wiersze z tego zbioru ofiarował poeta swoim paryskim przyjaciołom: Bronisławowi Zaleskiemu, Zofii Węgierskiej oraz Józefostwu Wagnerom (VI), a Józefowi Bohdanowi Zaleskiemu (IX). Jeden z utworów (LXXXIV) wykorzystał dwukrotnie w swoich późnych utworach w Miłości-czystej u kąpieli morskich (ok.