Oficjalnie byli protestantami, ale nigdy nie uczestniczyli w nabożeństwach ani nie rozważali żadnych spraw religijnych. Dietricha martwił relatywizm etyczny, skłonność do panteizmu oraz moralna nieświadomość ojca. Adolf do końca życia był osobą, która nie odnalazła pełni wiary, ale z wielkim szacunkiem podchodził do życia. Zdecydowanie odrzucał stosowanie sztucznej kontroli urodzeń, ponieważ uważał, że „ingerowanie w tajemnice natury byłoby czymś wstrętnym”.

Dom rodzinny rozwinął w Dietrichu umiłowanie do literatury i muzyki. Był zauroczony sonatami Beethovena i Mozarta wykonywanymi przez siostry i muzyką kameralną, którą jego ojciec grywał z przyjaciółmi. Razem z matką Irene czytał dzieła Homera, Platona, Goethego i Schillera. W szkole był uczniem zdolnym i nad wiek rozwiniętym, lecz zawsze ważniejsze od nauki było dla niego życie osobiste i religijne.

Sam Dietrich od wczesnego dzieciństwa był osobą wierzącą. W wieku lat pięciu powiedział swojej sceptycznej siostrze: „Ja tobie przysięgam, że Chrystus jest Bogiem”. Nie znosił ludzi, którzy lekceważyli religię lub się z niej naśmiewali. Później stwierdził, że ów brak szacunku sprawia, że „umysł staje się ślepy, serce ociężałe, a stan ten dusi w zarodku jakąkolwiek odpowiedź na wartość”.